Podczas treningów do Międzynarodowych Pokazów Lotniczych Air Show rozbił się polski samolot F-16. Służby potwierdziły śmierć pilota.

„O godzinie 19:30 dostaliśmy sygnał o wypadku”

Akcja ratunkowa rozpoczęła się niemal natychmiast po katastrofie. „O godzinie 19:30 dostaliśmy sygnał o wypadku na płycie lotniska w Radomiu. Na miejsce zadysponowano jednostki strażackie. To teren wojskowy” – przekazał oficer Prasowy Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Radomiu w rozmowie z portalem o2.pl.

Oficjalne potwierdzenia tragedii

Informacje o katastrofie potwierdzili dziennikarze TVN24. Minister Tomasz Siemoniak w programie Kropka nad i powiedział: „Pilot maszyny nie przeżył katastrofy. To ogromna tragedia dla Sił Powietrznych”.

Dodał również: „Minister Obrony Narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz jest w kontakcie z premierem, jedzie na miejsce tragedii (…)”.

„Jestem na miejscu tragedii”

Kilka godzin później w Radomiu pojawił się szef MON. „Jestem na miejscu tragedii. W katastrofie samolotu F-16 zginął pilot Wojska Polskiego – oficer, który zawsze służył Ojczyźnie z oddaniem i wielką odwagą. Składam hołd Jego pamięci. Rodzinie i bliskim składam najgłębsze wyrazy współczucia. To wielka strata dla Sił Powietrznych i całego Wojska Polskiego” – napisał Władysław Kosiniak-Kamysz w serwisie X.

Minister Siemoniak na antenie TVN24 podkreślał: „To ogromna strata. Wyrazy współczucia dla bliskich, rodziny i całych sił powietrznych. Mamy do czynienia z wielką tragedią”.

Relacja świadka: „Potem był już tylko niewyobrażalny huk”

Serwis o2.pl dotarł do mieszkanki Radomia, która widziała moment katastrofy:
„Spacerowaliśmy po placu Corazziego. Nagle usłyszeliśmy huk. Po chwili zadzwoniła do roztrzęsiona mama, która obserwowała z balkonu loty czterech F-16. Mówiła, że nagle jeden z nich odłączył się od grupy. Po chwili widziała, jak ta maszyna spadła na ziemię. Potem był już tylko niewyobrażalny huk, dym. Gdy pojechaliśmy w pobliże lotniska, zobaczyliśmy mnóstwo służb. Tu się od nich roi”.

Kolejna katastrofa wojskowej maszyny

Sprawą zajmie się specjalna komisja śledcza. To już kolejny wypadek z udziałem sprzętu wojskowego w ostatnich miesiącach. „Przed rokiem podczas ćwiczeń lotniczych na lotnisku Gdynia-Babie Doły także doszło do podobnego wypadku. Wówczas samolot M-346 Master runął na płytę lotniska. Pilot maszyny poniósł śmierć na miejscu. Samolotem sterował ś.p. mjr pil. Robert Jeł z jednostki w Dęblinie, który przygotowywał się do pokazu, zaplanowanego na gdyńskim lotnisku z okazji 30-lecia Gdyńskiej Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej”.