Na lodówce wisiał kalendarz, w którym skreślał każdy przepracowany tydzień.
— Jeszcze trochę i wreszcie zacznę żyć — powtarzał.
W dniu jego odejścia z pracy przygotowałam kolację dla całej rodziny. Upiekłam mięso, zrobiłam trzy sałatki i jego ulubiony sernik. Dostał od kolegów zegarek oraz fotel ogrodowy.
Kiedy ostatni goście wyszli, w kuchni piętrzyły się brudne talerze.
— Posprzątaj jutro — powiedział Henryk. — Dzisiaj musisz odpocząć.
Pocałował mnie w czoło i poszedł spać.
Następnego ranka obudził mnie o siódmej.
— Zrobiłabyś kawę? Teraz, kiedy nie pracuję, chciałbym dostawać śniadanie do łóżka.
Roześmiałam się, sądząc, że żartuje.
Nie żartował.
Od tego dnia jego życie zmieniło się całkowicie. Moje również, ale nie tak, jak sobie wyobrażałam.
Henryk wstawał późno, oglądał telewizję, chodził na ryby i spotykał się z kolegami. Ja przygotowywałam trzy posiłki dziennie, sprzątałam, robiłam zakupy i prałam jego ubrania.
Wcześniej przynajmniej przez osiem godzin był w pracy. Teraz od rana słyszałam:
— Podasz herbatę?
— Gdzie są moje skarpety?
— Co dzisiaj na obiad?
— Mógłbym dostać coś słodkiego?
Pewnego dnia zapytałam, czy pomoże mi umyć okna.
Spojrzał na mnie, jakbym zaproponowała mu wejście na dach.
— Dopiero przeszedłem na emeryturę. Czterdzieści pięć lat pracowałem. Należy mi się odpoczynek.
— Ja też pracowałam.
— Ale od pięciu lat jesteś w domu.
Nie odpowiedziałam. W tym czasie opiekowałam się jego chorą matką, a później codziennie odbierałam wnuczkę ze szkoły. Prowadziłam dom i gotowałam. Dla Henryka żadna z tych rzeczy nie była pracą.
Kilka tygodni później zaprosił kolegów na grilla. Przez dwa dni robiłam zakupy, marynowałam mięso i sprzątałam ogród.
Siedziałam w kuchni, gdy usłyszałam ich rozmowę.
— I jak tam życie emeryta? — zapytał jeden z kolegów.
— Wspaniale — odpowiedział Henryk. — Rano kawa, potem ryby albo telewizja. Teresa wszystkim się zajmuje.
Mężczyźni roześmiali się.
— Ty masz emeryturę, a twoja żona drugi etat.
— Kobieta w domu zawsze znajdzie sobie coś do roboty — odparł mój mąż. — Przynajmniej się nie nudzi.
Stałam nad zlewem z jego brudnym talerzem w dłoni. Wtedy zrozumiałam, że Henryk nie widział we mnie żony. Byłam częścią wygodnego życia, które uważał za nagrodę za lata pracy.
Następnego ranka zrobiłam śniadanie tylko dla siebie.
— A moje jajka? — zapytał.
— Są w lodówce.
— To kto mi je przygotuje?
— Ty.
Myślał, że się obraziłam i za godzinę mi przejdzie. Nie przeszło.
Przestałam prać jego ubrania, sprzątać po nim i podawać mu posiłki. Gotowałam dla siebie. Po zakupach przynosiłam tylko to, czego sama potrzebowałam.
Po trzech dniach kosz na pranie był pełny, a w zlewie leżały jego naczynia.
— Co się z tobą dzieje? — zapytał. — Całymi dniami siedzisz w domu, a nic nie jest zrobione.
— Odpoczywam.
— Od czego?
— Od czterdziestu dwóch lat małżeństwa, podczas których ani razu nie zastanowiłeś się, kto przygotowuje ci czyste ubrania, jedzenie i pościel.
Henryk poczerwieniał.
— Przecież zawsze to robiłaś.
— Bo sądziłam, że budujemy wspólne życie. Ty uznałeś, że ja pracuję dla ciebie.
Wieczorem zadzwonił do córki. Chciał, żeby przemówiła mi do rozsądku.
Przyjechała następnego dnia. Wysłuchała ojca, a potem zapytała:
— Tato, kiedy mama przechodzi na emeryturę?
Nie odpowiedział.
— Pamiętasz, kto opiekował się babcią? Kto wychowywał nas, kiedy pracowałeś po godzinach? Kto zajmował się moją córką przez trzy lata?
— To co innego — mruknął.
— Tak. Mama nigdy nie dostała za to pensji ani zegarka na pożegnanie.
Po wyjściu córki Henryk przez kilka godzin siedział w milczeniu. Wieczorem wrzucił pranie do pralki. Włączył niewłaściwy program i zafarbował sobie trzy koszule.
— Mogłaś mi powiedzieć — zarzucił.
— Mogłeś zapytać.
Nie zmienił się od razu. Przez kilka tygodni kłóciliśmy się o każdą rzecz. W końcu podzieliliśmy obowiązki. Henryk zaczął robić zakupy, odkurzać i przygotowywać kolacje.
Ja zapisałam się na gimnastykę i zajęcia malarskie. W środy spotykam się z koleżankami, a w soboty chodzę sama na basen.
Mąż nadal czasami pyta, co będzie na obiad.
— Nie wiem — odpowiadam. — Dzisiaj twoja kolej.
Henryk czekał na emeryturę czterdzieści pięć lat. Ja na swoją musiałam czekać, aż wreszcie przestałam być jego bezpłatną pomocą domową.
Henryk odliczał dni do emerytury przez ostatnie trzy lata. Na lodówce wisiał kalendarz, w którym skreślał każdy przepracowany tydzień.
— Jeszcze trochę i wreszcie zacznę żyć — powtarzał.
W dniu jego odejścia z pracy przygotowałam kolację dla całej rodziny. Upiekłam mięso, zrobiłam trzy sałatki i jego ulubiony sernik. Dostał od kolegów zegarek oraz fotel ogrodowy.
Kiedy ostatni goście wyszli, w kuchni piętrzyły się brudne talerze.
— Posprzątaj jutro — powiedział Henryk. — Dzisiaj musisz odpocząć.
Pocałował mnie w czoło i poszedł spać.
Następnego ranka obudził mnie o siódmej.
— Zrobiłabyś kawę? Teraz, kiedy nie pracuję, chciałbym dostawać śniadanie do łóżka.
Roześmiałam się, sądząc, że żartuje.
Nie żartował.
Od tego dnia jego życie zmieniło się całkowicie. Moje również, ale nie tak, jak sobie wyobrażałam.
Henryk wstawał późno, oglądał telewizję, chodził na ryby i spotykał się z kolegami. Ja przygotowywałam trzy posiłki dziennie, sprzątałam, robiłam zakupy i prałam jego ubrania.
Wcześniej przynajmniej przez osiem godzin był w pracy. Teraz od rana słyszałam:
— Podasz herbatę?
— Gdzie są moje skarpety?
— Co dzisiaj na obiad?
— Mógłbym dostać coś słodkiego?
Pewnego dnia zapytałam, czy pomoże mi umyć okna.
Spojrzał na mnie, jakbym zaproponowała mu wejście na dach.
— Dopiero przeszedłem na emeryturę. Czterdzieści pięć lat pracowałem. Należy mi się odpoczynek.
— Ja też pracowałam.
— Ale od pięciu lat jesteś w domu.
Nie odpowiedziałam. W tym czasie opiekowałam się jego chorą matką, a później codziennie odbierałam wnuczkę ze szkoły. Prowadziłam dom i gotowałam. Dla Henryka żadna z tych rzeczy nie była pracą.
Kilka tygodni później zaprosił kolegów na grilla. Przez dwa dni robiłam zakupy, marynowałam mięso i sprzątałam ogród.
Siedziałam w kuchni, gdy usłyszałam ich rozmowę.
— I jak tam życie emeryta? — zapytał jeden z kolegów.
— Wspaniale — odpowiedział Henryk. — Rano kawa, potem ryby albo telewizja. Teresa wszystkim się zajmuje.
Mężczyźni roześmiali się.
— Ty masz emeryturę, a twoja żona drugi etat.
— Kobieta w domu zawsze znajdzie sobie coś do roboty — odparł mój mąż. — Przynajmniej się nie nudzi.
Stałam nad zlewem z jego brudnym talerzem w dłoni. Wtedy zrozumiałam, że Henryk nie widział we mnie żony. Byłam częścią wygodnego życia, które uważał za nagrodę za lata pracy.
Następnego ranka zrobiłam śniadanie tylko dla siebie.
— A moje jajka? — zapytał.
— Są w lodówce.
— To kto mi je przygotuje?
— Ty.
Myślał, że się obraziłam i za godzinę mi przejdzie. Nie przeszło.
Przestałam prać jego ubrania, sprzątać po nim i podawać mu posiłki. Gotowałam dla siebie. Po zakupach przynosiłam tylko to, czego sama potrzebowałam.
Po trzech dniach kosz na pranie był pełny, a w zlewie leżały jego naczynia.
— Co się z tobą dzieje? — zapytał. — Całymi dniami siedzisz w domu, a nic nie jest zrobione.
— Odpoczywam.
— Od czego?
— Od czterdziestu dwóch lat małżeństwa, podczas których ani razu nie zastanowiłeś się, kto przygotowuje ci czyste ubrania, jedzenie i pościel.
Henryk poczerwieniał.
— Przecież zawsze to robiłaś.
— Bo sądziłam, że budujemy wspólne życie. Ty uznałeś, że ja pracuję dla ciebie.
Wieczorem zadzwonił do córki. Chciał, żeby przemówiła mi do rozsądku.
Przyjechała następnego dnia. Wysłuchała ojca, a potem zapytała:
— Tato, kiedy mama przechodzi na emeryturę?
Nie odpowiedział.
— Pamiętasz, kto opiekował się babcią? Kto wychowywał nas, kiedy pracowałeś po godzinach? Kto zajmował się moją córką przez trzy lata?
— To co innego — mruknął.
— Tak. Mama nigdy nie dostała za to pensji ani zegarka na pożegnanie.
Po wyjściu córki Henryk przez kilka godzin siedział w milczeniu. Wieczorem wrzucił pranie do pralki. Włączył niewłaściwy program i zafarbował sobie trzy koszule.
— Mogłaś mi powiedzieć — zarzucił.
— Mogłeś zapytać.
Nie zmienił się od razu. Przez kilka tygodni kłóciliśmy się o każdą rzecz. W końcu podzieliliśmy obowiązki. Henryk zaczął robić zakupy, odkurzać i przygotowywać kolacje.
Ja zapisałam się na gimnastykę i zajęcia malarskie. W środy spotykam się z koleżankami, a w soboty chodzę sama na basen.
Mąż nadal czasami pyta, co będzie na obiad.
— Nie wiem — odpowiadam. — Dzisiaj twoja kolej.
Henryk czekał na emeryturę czterdzieści pięć lat. Ja na swoją musiałam czekać, aż wreszcie przestałam być jego bezpłatną pomocą domową.