To w moim mieszkaniu odrabiała lekcje, chorowała i zasypiała z zapaloną lampką.

Dlatego uwierzyłam, gdy po śmierci mojego męża zaproponowała, że zamieszka ze mną razem ze swoim narzeczonym.

— Nie zostawimy cię samej — obiecała. — Teraz my się tobą zajmiemy.

Natalia robiła śniadania, Michał nosił zakupy. Wieczorami siadaliśmy przy stole. Dom przestał być pusty.

Później wnuczka zaczęła mówić o darowiźnie.

— I tak chcesz zostawić mi mieszkanie. Po co czekać? Moglibyśmy zrobić remont i urządzić wszystko tak, żeby było ci wygodniej.

U notariusza trzymała mnie za rękę. W akcie zapisano moje dożywotnie prawo zamieszkiwania, z osobnym pokojem i dostępem do kuchni oraz łazienki.

— To przecież oczywiste — powiedziała Natalia. — Babcia zawsze będzie tutaj u siebie.

Tydzień później wróciłam z badań i zobaczyłam kartony.

Moje książki leżały pod ścianą. Z komody zniknęły fotografie. Natalia właśnie zdejmowała z wieszaka szlafrok.

— Co się dzieje?

— Pakujemy najpotrzebniejsze rzeczy.

— Po co?

Michał pojawił się w drzwiach z rolką taśmy.

— Pokój w ośrodku jest mniejszy. Wszystkiego pani nie zabierze.

Natalia podała mi folder domu opieki. Na pierwszej stronie zapisała numer pokoju i datę przyjazdu. Najbliższy poniedziałek.

— Będziesz miała opiekę i towarzystwo — tłumaczyła. — Tutaj nie możemy ciągle cię pilnować.

— Nigdy was o to nie prosiłam. Sama się ubieram, gotuję, chodzę na zakupy.

— Ale nie jesteś coraz młodsza.

Spojrzałam na karton stojący na łóżku. Na wierzchu leżała fotografia Władka, wciśnięta między ręczniki.

— Obiecałaś, że mnie nie opuścisz.

— Przecież będziemy cię odwiedzać.

Michał odłożył taśmę.

— Natalia, nie przeciągaj tego. Musimy zwolnić mieszkanie przed sprzedażą.

Wtedy zrozumiałam, że nie chodziło o moją opiekę.

Chcieli kupić segment pod miastem. Pieniądze za moje mieszkanie miały pokryć większość ceny.

Na otwartym laptopie zobaczyłam ogłoszenie. Mój salon, kredens po matce, balkon z pelargoniami. „Mieszkanie dostępne od przyszłego miesiąca”.

Data publikacji była wcześniejsza niż dzień darowizny.

Planowali moją wyprowadzkę, kiedy jeszcze ściskali mnie za rękę i zapewniali, że będziemy rodziną.

— Mam prawo tu mieszkać — powiedziałam.

— Liczyliśmy, że dobrowolnie z niego zrezygnujesz — odparła Natalia. — Babciu, naprawdę chcesz zepsuć nam przyszłość?

Nie wytrzymałam.

— Twojej przyszłości pilnowałam, kiedy twoja matka wyjechała! Teraz ty pakujesz mnie jak stary mebel?

Wnuczka zaczęła płakać, ale nie podeszła do mnie. Przytuliła się do Michała.

Poszłam do sąsiadki. Potrzebowałam kogoś, kto pojedzie ze mną po pomoc prawną.

Akt darowizny nadal obowiązywał. Złożyłam jednak pisemne oświadczenie, że nie zgadzam się na wyprowadzkę, i zaczęłam bronić zapisanych praw.

Po piśmie od prawniczki kartony zniknęły. Ogłoszenie usunięto. Natalia z Michałem wyprowadzili się kilka tygodni później.

Na odchodnym wnuczka powiedziała:

— Myślałam, że mnie kochasz.

— Kocham. Dlatego tak bardzo boli, że musiałam ci udowadniać swoje prawo do własnego łóżka.

Dziś znowu mieszkam sama. Fotografia Władka wróciła na komodę, a lampka przy łóżku pali się wieczorami jak dawniej.

Oddałam Natalii mieszkanie, żeby miała pewny dach nad głową. Nie przypuszczałam, że pierwszą rzeczą, jaką pod tym dachem zrobi, będzie pakowanie moich rzeczy, żeby pozbyć się mnie.