Córka z rodziną wpadała na godzinę, syn dzwonił z zagranicy, a wnuki coraz częściej miały własne plany.
Kiedy zaproponowałam wspólne wakacje, córka początkowo narzekała, że ich na to nie stać.
— My zapłacimy za siebie — powiedziałam. — Wystarczy, że znajdziecie czas.
Ostatecznie to ja opłaciłam cały wyjazd. Dziesięć dni na Krecie dla mnie, córki Moniki, jej męża i dwojga wnuków kosztowało ponad trzydzieści tysięcy złotych. Wydałam pieniądze odkładane na remont łazienki.
Nie żałowałam. Marzyłam, że będziemy razem jeść śniadania, spacerować nad morzem i rozmawiać wieczorami. Kupiłam nowy strój kąpielowy, kapelusz i wygodne sandały. Wnukom przygotowałam kieszonkowe na pamiątki.
Monika zajęła się rezerwacją. Nie przesłała mi wszystkich dokumentów, bo twierdziła, że starsze osoby tylko gubią się w elektronicznych biletach.
Na lotnisku Chopina byliśmy trzy godziny przed odlotem. Po odprawie córka odciągnęła mnie na bok i wręczyła mi kopertę.
— Tu masz dokumenty na powrót — powiedziała.
— Schowam je do walizki. Przydadzą się za dziesięć dni.
— Mamo, ty wracasz jutro.
Uznałam, że źle usłyszałam.
Na bilecie widniała data następnego dnia oraz moje nazwisko. W hotelu zarezerwowano mi pokój tylko na jedną noc.
— Dlaczego mam wracać jutro?
Monika westchnęła, jakbym zadawała niedorzeczne pytanie.
— Uznaliśmy, że dziesięć dni to dla ciebie za dużo. Jest upał, męczysz się podczas chodzenia i musisz regularnie brać leki. Zobaczysz hotel, zjesz z nami kolację, a rano wrócisz.
— Sama?
— Zamówiliśmy ci transport z lotniska do domu.
Spojrzałam na zięcia. Udawał, że poprawia coś przy walizce.
— Zapłaciłam za wakacje dla pięciu osób na dziesięć dni.
— Zmieniliśmy rezerwację — przyznała córka. — Zaoszczędzone pieniądze przeznaczyliśmy na większy pokój rodzinny i wycieczki.
— Rodzinny pokój bez osoby, która za niego zapłaciła?
Wtedy podszedł do nas dwunastoletni wnuk.
— Babciu, mama mówiła, że lecisz tylko po to, żeby nie bać się pierwszego lotu — powiedział. — Nie wiedziałem, że miałaś zostać z nami.
Monika natychmiast kazała mu odejść.
— Potrzebujemy odpoczynku we własnym gronie — powiedziała ciszej. — Ty ciągle pytasz, czy dzieci zjadły, każesz zakładać czapki i narzekasz na późne kolacje. To miały być także nasze wakacje.
— Myślałam, że jestem częścią waszego grona.
— Oczywiście, że jesteś. Ale nie musimy spędzać razem każdego dnia.
— W takim razie dlaczego pozwoliłaś mi zapłacić za każdy z nich?
Nie odpowiedziała. Dopiero po chwili przyznała, że gdyby od początku powiedziała prawdę, nie dałabym im pieniędzy.
Poczułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Nie zaprosili mnie na rodzinne wakacje. Sprzedali mi jeden wspólny wieczór za cenę dziesięciodniowego urlopu dla całej swojej rodziny.
Podeszłam do stanowiska obsługi i powiedziałam, że rezygnuję z lotu. Pracownica pomogła mi wycofać bagaż. Córka wpadła w złość.
— Chcesz teraz zrobić przedstawienie na całym lotnisku?
— Nie. Po prostu wracam do domu o jeden dzień wcześniej, niż zaplanowałaś.
— Dzieci będą rozczarowane!
— Powiedziałaś im przecież, że nie miałam z nimi lecieć.
Monika próbowała mnie przekonać, żebym jednak wsiadła do samolotu. Nie dlatego, że chciała mojego towarzystwa. Obawiała się pytań rodziny, gdy wrócą bez wspólnych zdjęć.
Patrzyłam, jak przechodzą przez kontrolę bezpieczeństwa. Wnuczka odwróciła się i pomachała mi ze łzami w oczach. Córka nawet nie spojrzała w moją stronę.
Po powrocie zażądałam zwrotu części pieniędzy. Monika stwierdziła, że był to prezent i nie może oddać kwoty, którą już wydali. Przez wiele miesięcy się do mnie nie odzywała.
Zadzwoniła dopiero wtedy, gdy potrzebowała pieniędzy na zimowisko wnuków. Odmówiłam.
Za pozostałe oszczędności wyremontowałam łazienkę, a następnej wiosny pojechałam z przyjaciółką do sanatorium. Zapłaciłyśmy osobno i żadna nie musiała kupować sobie miejsca przy rodzinnym stole.
Najbardziej nie bolało mnie to, że córka dała mi bilet powrotny na następny dzień.
Bolało mnie, że w jej planie byłam rodziną tylko do chwili, w której zapłaciłam za wakacje prawdziwej rodziny.