Mieszkał w ciasnym pokoju z dwoma kolegami i często powtarzał, że nigdy nie będzie go stać na własne mieszkanie.
— Babciu, nie martw się. Jakoś sobie poradzę — mówił.
Po śmierci męża sprzedałam działkę rekreacyjną. Później co miesiąc odkładałam część emerytury. Przestałam jeździć do sanatorium, kupowałam tańsze ubrania i przez kilka zim nie wymieniłam starych okien.
Po dziewięciu latach zgromadziłam dwieście osiemdziesiąt tysięcy złotych.
— To będzie twój wkład w mieszkanie — powiedziałam Kamilowi. — Chcę mieć pewność, że zawsze będziesz miał własny dach nad głową.
Wnuk rozpłakał się i mocno mnie przytulił. Obiecał, że nigdy nie zapomni, co dla niego zrobiłam.
Kilka miesięcy później oznajmił, że znalazł dwupokojowe mieszkanie pod Warszawą. Przyjechał z narzeczoną Natalią, pokazał zdjęcia i projekt kuchni. Lokal kosztował ponad sześćset tysięcy złotych. Moje oszczędności miały pokryć dużą część ceny, a resztę młodzi zamierzali spłacać kredytem.
— Akt podpiszemy w piątek — powiedział. — Chciałbym, żebyś była przy tym z nami.
W kancelarii notarialnej siedzieli Kamil, Natalia i jej matka. Uznałam, że przyszła wspierać córkę. Wnuk był zdenerwowany, ale tłumaczył, że boi się kredytu.
Notariusz zaczął odczytywać akt.
— Kupująca, pani Natalia Kowalska, nabywa lokal do swojego majątku osobistego…
Podniosłam rękę.
— Przepraszam, a gdzie jest nazwisko mojego wnuka?
W gabinecie zapadła cisza.
Notariusz spojrzał na dokumenty.
— Pan Kamil nie jest stroną tej umowy. Jedyną właścicielką mieszkania ma zostać pani Natalia.
Poczułam, jak robi mi się gorąco.
— Przecież to ja przekazuję prawie trzysta tysięcy złotych na mieszkanie Kamila.
Natalia ścisnęła wnuka za rękę.
— Po ślubie wszystko będzie wspólne — powiedziała. — To tylko formalność.
Notariusz wyjaśnił, że mieszkanie kupione przed ślubem i zapisane wyłącznie na Natalię pozostanie jej własnością. Kamil nie będzie miał do niego żadnych praw, nawet jeśli później będzie spłacał część kredytu.
— Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? — zapytałam.
Wnuk spuścił głowę.
— Nie mogę mieć mieszkania na siebie.
— Dlaczego?
Odpowiedziała jego matka, moja córka.
— Kamil ma pewne zobowiązania. Gdyby został właścicielem, komornik mógłby zająć jego udział.
Okazało się, że wnuk od kilku lat grał w internetowych kasynach i obstawiał mecze. Zaciągał chwilówki, a później kolejne pożyczki na spłatę poprzednich. Jego długi przekraczały sto osiemdziesiąt tysięcy złotych.
Wszyscy wiedzieli. Oprócz mnie.
Plan był prosty. Ja miałam przekazać oszczędności Natalii, ona miała kupić mieszkanie wyłącznie na siebie, a Kamil zamieszkałby tam, ukrywając majątek przed wierzycielami.
— Czyli moje pieniądze staną się darowizną dla obcej kobiety? — zapytałam.
— Natalia nie jest obca — oburzył się Kamil. — Za pół roku będzie moją żoną.
— W takim razie niech zapisze ci połowę mieszkania.
Natalia natychmiast odmówiła.
— Nie będę ryzykować własnym majątkiem przez jego długi.
— Ale moimi oszczędnościami możesz ryzykować?
Jej matka włączyła się do rozmowy.
— Jeśli pani teraz zrezygnuje, młodzi stracą zadatek. Proszę nie niszczyć im przyszłości.
Spojrzałam na Kamila. Jeszcze poprzedniego dnia nazywał mieszkanie swoim. Teraz nie potrafił nawet podnieść wzroku.
— Nie podpisuję darowizny i nie wykonuję przelewu — powiedziałam.
Wnuk wybiegł z kancelarii. Córka oskarżyła mnie, że skazuję go na życie w wynajmowanych pokojach. Natalia powiedziała, że przez mój egoizm ich ślub może się nie odbyć.
Nie odbył się. Dwa miesiące później zostawiła Kamila. Bez pieniędzy i mieszkania nagle przestał być mężczyzną, z którym chciała budować przyszłość.
Wnuk długo się do mnie nie odzywał. W końcu przyszedł i przyznał, że liczył na moje oszczędności, ponieważ bał się powiedzieć prawdę o długach. Zgodziłam się pomóc mu znaleźć terapię i prawnika, ale nie spłaciłam ani jednej pożyczki.
Pieniądze nadal są na moim koncie. Część przeznaczyłam na leczenie i wymianę okien. Reszta zabezpieczy moją starość.
Przez dziewięć lat odkładałam, żeby wnuk miał własny dom. U notariusza zrozumiałam, że miałam kupić mieszkanie kobiecie, która nazywała go przyszłym mężem tylko tak długo, jak długo płaciła za to jego babcia.