Jednak nie wszyscy wiedzą, że nie każdy grzech trzeba wyznawać w konfesjonale. Głos w tej sprawie zabrał znany dominikanin, ojciec Adam Szustak, którego słowa zaskoczyły i jednocześnie przyniosły ulgę wielu katolikom.
Ojciec Szustak, znany z kanału Langusta na Palmie, przypomina, że grzechy dzielimy na lekkie i ciężkie, a do spowiedzi zobowiązani jesteśmy tylko w przypadku grzechów ciężkich. – Mam wrażenie, że bardzo wiele grzechów, które nie są grzechami ciężkimi, włożyliśmy do worka z napisem „grzechy ciężkie” – zauważył duchowny.
Wbrew powszechnemu przekonaniu, takie codzienne przewinienia jak lenistwo, drobne kłamstwa czy złość nie wymagają przystąpienia do sakramentu pokuty. Nie są to bowiem grzechy ciężkie, o ile nie były popełnione z pełną świadomością i dobrowolnością, a ich materia nie była poważna.
Kościół katolicki nie posiada oficjalnej listy grzechów, ale określa trzy warunki, które muszą zostać spełnione, by mówić o grzechu ciężkim:
- Poważna materia – np. kradzież, cudzołóstwo, zabójstwo, nienawiść wobec bliźniego,
- Pełna świadomość, że czyn jest zły,
- Dobrowolność, czyli brak przymusu.
Dopiero połączenie tych trzech elementów sprawia, że grzech jest ciężki i wymaga spowiedzi sakramentalnej, szczególnie przed przystąpieniem do Komunii Świętej.
Duchowny zwraca uwagę, że pokusy same w sobie nie są grzechem. To, że ktoś odczuwa złość, rozkojarzenie podczas modlitwy, a nawet ma niechciane myśli – nie oznacza, że zgrzeszył. Grzech pojawia się dopiero wtedy, gdy świadomie i dobrowolnie się na to godzimy i wybieramy zło.
Co więcej, grzechy lekkie są odpuszczane podczas każdej mszy świętej w ramach spowiedzi powszechnej (tzw. „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu…”), co oznacza, że nie trzeba z każdym drobnym przewinieniem biec do konfesjonału.
Ojciec Szustak zachęca, by traktować spowiedź nie jako rutynową listę win, lecz osobiste spotkanie z miłosierdziem Boga. Sakrament ten nie służy jedynie „raportowaniu” wszystkich myśli i emocji, ale jest przestrzenią na szczere przyznanie się do tego, co oddziela nas od bliskości z Bogiem i ludźmi.
— To, co wyznajemy księdzu, zależy od naszego sumienia i samoświadomości. Nikt nie zna nas lepiej niż my sami — tłumaczy dominikanin.