Nie ufała bankom, dlatego gotówkę trzymała w dużej kopercie ukrytej na dnie szafy. Wiedzieliśmy o niej tylko ja i mój brat Robert.
— To na nagrobek, opłaty i wszystkie sprawy, które zostaną po mnie — powtarzała. — Nie chcę, żebyście musieli się o to kłócić.
Na kopercie własnoręcznie napisała: „Dla dzieci. Na moje pożegnanie”. Według mamy znajdowało się w niej ponad dwadzieścia tysięcy złotych.
Kiedy trafiła do szpitala, Robert zabrał klucze do jej mieszkania. Tłumaczył, że mieszka bliżej i będzie podlewał kwiaty, odbierał pocztę oraz przynosił potrzebne rzeczy. Ufałam mu.
Po odejściu mamy koperta zniknęła.
Robert twierdził, że niczego nie znalazł. Sugerował, że mama mogła wydać oszczędności na lekarstwa albo przekazać je komuś wcześniej.
— Pod koniec wszystko jej się myliło — powiedział. — Może tylko wydawało jej się, że ma te pieniądze.
Wiedziałam, że to nieprawda. Jeszcze kilka dni przed pobytem w szpitalu mama pokazywała mi kopertę. Nie chciałam jednak wszczynać awantury tuż po pogrzebie. Zapłaciłam za większość wydatków z własnych oszczędności, a Robert obiecał, że później odda mi połowę.
Nie oddał ani złotówki.
Przed Wszystkimi Świętymi zadzwoniłam do niego i zaproponowałam, żebyśmy wspólnie kupili chryzantemy oraz znicze.
— Ja już zapłaciłam za sprzątanie grobu — powiedziałam. — Ty mógłbyś kupić kwiaty i kilka lampionów.
— Nie mam pieniędzy na takie rzeczy — odpowiedział.
— Wystarczy nawet jeden znicz.
— To wyrzucanie pieniędzy. Mama i tak go nie zobaczy.
Zabolało mnie to, ale nie chciałam się kłócić. Kupiłam skromną wiązankę i cztery znicze. Przy kasie liczyłam drobne, zastanawiając się, czy do emerytury wystarczy mi na leki.
Kilka dni później weszłam do biura podróży. Chciałam zapytać o jednodniowy wyjazd organizowany dla seniorów. Kiedy przekroczyłam próg, usłyszałam znajomy śmiech.
Przy biurku siedzieli Robert i jego żona. Pracownica właśnie drukowała dla nich dokumenty.
— Dziesięć dni, hotel pięciogwiazdkowy i pokój z widokiem na morze — mówiła. — Do zapłaty zostało osiemnaście tysięcy złotych.
Robert wyjął z torby dużą, pożółkłą kopertę. Rozpoznałam niebieskie kwiaty namalowane w rogu przez mamę. Po chwili zobaczyłam również fragment jej pisma.
„Dla dzieci…”
Podeszłam do biurka.
— Skąd masz tę kopertę?
Robert zamarł. Jego żona szybko schowała dokumenty do torebki.
— To nie twoja sprawa — odpowiedział.
Wyrwałam mu kopertę z dłoni. Na odwrocie widniały słowa mamy: „Na moje pożegnanie”. W środku zostało jeszcze kilka banknotów.
— Mówiłeś, że jej nie znalazłeś.
— Zamierzałem wszystko rozliczyć po powrocie.
— Nie chciałeś kupić nawet jednego znicza, ale na luksusowe wakacje pieniądze się znalazły?
Pracownica biura spuściła wzrok. Robert chwycił mnie za rękę i wyprowadził na korytarz.
— Nie rób przedstawienia — syknął. — Opiekowałem się mamą, więc te pieniądze mi się należały.
— Odwiedziłeś ją w szpitalu trzy razy.
— To nadal więcej niż nic. Poza tym mama zawsze mówiła, że chciałaby, żebym wreszcie odpoczął.
Jego żona próbowała mnie przekonać, że wyjazd był już zarezerwowany i nie można odzyskać całej wpłaty. Jakby największym problemem była ewentualna utrata zaliczki, a nie okradzenie własnej matki.
— Oddasz pieniądze — powiedziałam. — Jeśli nie, pokażę kopertę prawnikowi i zażądam rozliczenia wszystkiego przy podziale spadku.
Robert nazwał mnie chciwą. Przypomniał, że jesteśmy rodziną i powinnam przestać liczyć każdą złotówkę.
— Rodziną byliśmy również wtedy, gdy prosiłam cię o jeden znicz — odpowiedziałam.
Wyjazd odwołali. Część pieniędzy przepadła, ale Robert musiał zwrócić pozostałą kwotę do rozliczenia. Od tamtej chwili przestał się do mnie odzywać. Przed krewnymi opowiadał, że z zazdrości odebrałam mu wymarzone wakacje.
W dzień Wszystkich Świętych przy grobie mamy znowu stałam sama. Zapaliłam cztery znicze, a piąty zostawiłam z boku — ten, którego Robert nie chciał kupić.
Patrząc na płomień, zrozumiałam, że brat nie odmówił z powodu braku pieniędzy. Po prostu wolał wydać oszczędności mamy na widok morza niż na jeden mały znak, że jeszcze o niej pamięta.
Koperta miała uchronić nas przed kłótnią. Stała się dowodem, że mama dobrze znała wartość pieniędzy, ale zbyt wysoko oceniała uczciwość własnego syna.