Droga wymagała dwóch przesiadek, a od przystanku do grobu mojego męża trzeba było iść prawie kilometr.
Dlatego ucieszyłam się, gdy córka zaproponowała pomoc.
— Przyjadę po ciebie rano — zapewniła Monika. — Razem posprzątamy grób taty, kupimy chryzantemy, a później zabiorę cię na obiad.
Wieczorem przygotowałam wiadro, rękawice i szczotkę. Do torebki schowałam kanapki oraz termos z herbatą. Dawno nie spędziłam z córką całego dnia. Miałam nadzieję, że przy sprzątaniu spokojnie porozmawiamy.
Następnego ranka obudził mnie dzwonek do drzwi.
Na wycieraczce stały dwie ciężkie torby. W jednej znajdowały się znicze, płyny do czyszczenia i sztuczne kwiaty. W drugiej leżały gąbki, worki na śmieci oraz kilka paczek papierowych ręczników.
Moniki nie było.
Na wierzchu znalazłam złożoną kartkę.
„Mamo, wypadło mi pilne spotkanie. Pojedź autobusem. Oprócz taty trzeba posprzątać jeszcze kilka grobów. Wszystko zaznaczyłam na planie. Odbiorę cię po południu”.
Pod spodem widniała lista dziewięciu nazwisk.
Rozpoznałam grób rodziców, brata i ciotki. Pozostałe należały do rodziny zięcia. Nie znałam nawet części tych osób.
Zadzwoniłam do córki.
— Moniko, przecież nie dam rady posprzątać dziewięciu grobów. Ledwo chodzę.
— Nie przesadzaj, mamo — odpowiedziała. — Masz cały dzień. Weź sobie przerwy.
— Obiecałaś, że pojedziemy razem.
— Powiedziałam ci, że wypadło mi spotkanie. Znicze są kupione, środki też. Czego jeszcze potrzebujesz?
Rozłączyła się, zanim zdążyłam odpowiedzieć.
Powinnam była zostać w domu. Bałam się jednak, że groby rodziców oraz męża pozostaną zaniedbane przed Wszystkimi Świętymi. Spakowałam rzeczy do torby na kółkach i pojechałam sama.
Na cmentarzu było zimno i wilgotno. Mokre liście przyklejały się do alejek, a wiatr przewracał puste plastikowe wkłady. Najpierw poszłam do męża. Umyłam płytę, poprawiłam kwiaty i zapaliłam znicz.
Potem zaczęłam szukać pozostałych grobów.
Po trzech godzinach bolały mnie plecy, a chore kolano spuchło tak bardzo, że z trudem je zginałam. Mimo to pracowałam dalej. Nie chciałam zawieść córki.
Przy piątym grobie podeszła do mnie kuzynka Moniki.
— Pani Helena? — zapytała zdziwiona. — Co pani tutaj robi?
— Sprzątam. Monika zostawiła mi listę.
Kobieta spojrzała na wiadro i pobladła.
— Ale ja zapłaciłam Monice trzysta złotych za uporządkowanie tego grobu. Powiedziała, że wynajęła profesjonalną firmę.
Początkowo nie zrozumiałam.
— Jaką firmę?
Wyjęła telefon i pokazała mi wiadomości od córki. Monika zaproponowała kilku krewnym kompleksowe sprzątanie grobów, zakup zniczy oraz dekoracji. Od każdej osoby pobrała pieniądze.
Jedni wpłacili dwieście złotych, inni trzysta. Rodzice zięcia przekazali jej aż pięćset złotych za trzy nagrobki.
To ja miałam być tą „profesjonalną firmą”.
Usiadłam na mokrej ławce. Wokół przechodzili ludzie z kwiatami, a ja próbowałam powstrzymać łzy. Córka nie tylko wykorzystała mnie do ciężkiej pracy. Zarabiała na moim wysiłku, wiedząc, że mam chore kolano.
Kuzynka zadzwoniła do pozostałych krewnych. Po kilkunastu minutach zaczęły przychodzić kolejne osoby. Każda miała potwierdzenie przelewu.
Łącznie Monika zebrała ponad dwa tysiące złotych.
O czternastej wreszcie przyjechała. Wysiadła z samochodu w eleganckim płaszczu i od razu spojrzała na nieposprzątane nagrobki.
— Mamo, dlaczego zrobiłaś tylko połowę? — zapytała zirytowana. — Ludzie będą mieli pretensje.
Dopiero wtedy zauważyła stojących za mną krewnych.
— Ludzie już mają pretensje — odpowiedziałam. — Tylko nie do mnie.
Córka próbowała tłumaczyć, że pieniądze miały pokryć zakup zniczy i paliwo. Kiedy zapytano ją o rachunki, zaczęła krzyczeć. Zarzuciła rodzinie, że robi awanturę o kilka złotych.
— A ty mogłaś mi po prostu pomóc! — zwróciła się do mnie. — Jesteś na emeryturze, masz mnóstwo czasu.
Spojrzałam na swoje brudne ręce i spuchnięte kolano.
— Pomoc jest wtedy, gdy ktoś o nią prosi, a nie kiedy sprzedaje cudzą pracę i zatrzymuje pieniądze.
Monika zostawiła mnie na cmentarzu i odjechała. Do domu zawiozła mnie kuzynka. Wieczorem ból kolana był tak silny, że musiałam pojechać na pogotowie. Lekarz zalecił odpoczynek i ostrzegł, że przy kolejnym przeciążeniu mogę już nie uniknąć operacji.
Córka nie zadzwoniła, żeby zapytać o moje zdrowie. Wysłała jedynie wiadomość:
„Przez ciebie cała rodzina uważa mnie za oszustkę”.
Odpisałam krótko:
„Nie przeze mnie. Przez to, co zrobiłaś”.
Krewni zażądali zwrotu pieniędzy. Monika musiała oddać niemal całą kwotę. Przez kilka tygodni się do mnie nie odzywała, ale tym razem cisza nie bolała tak jak wcześniej.
Na cmentarz wróciłam dopiero po kilku dniach, razem z sąsiadką. Posprzątałam wyłącznie grób męża oraz moich rodziców. Pozostałe nagrobki musieli uporządkować ci, którzy wcześniej uznali, że mogą zapłacić mojej córce i nie interesować się, kto wykona pracę.
Monika zostawiła mi pod drzwiami listę grobów.
Nie przypuszczała, że tego dnia ja również ułożę własną listę — rzeczy, na które więcej nie pozwolę córce.