Dlatego kiedy córka powiedziała, że płyta pękła i trzeba ją odnowić przed Wszystkimi Świętymi, nie pytałam, czy mnie na to stać.
— Kamień jest w fatalnym stanie — oznajmiła Monika. — Litery prawie zniknęły, a z boku zrobiła się długa rysa. Wstyd, żeby tata miał taki grób.
Od kilku tygodni nie chodziłam na cmentarz. Po operacji biodra poruszałam się o lasce, a lekarz zabronił mi dźwigać i chodzić po nierównym terenie. Musiałam więc uwierzyć córce.
— Ile będzie kosztować renowacja? — zapytałam.
Monika spuściła wzrok.
— Sześć tysięcy osiemset złotych. Już zapłaciłam zaliczkę, żeby zdążyli przed listopadem. Nie chciałam cię martwić, ale sama nie udźwignę takiego wydatku.
Serce ścisnęło mi się z wdzięczności. Pomyślałam, że wychowałam dobrą córkę. Taką, która pamięta o ojcu i nie pozwala, by jego grób niszczał.
Miałam odłożone siedem tysięcy na wymianę starych okien w mieszkaniu. Zimą wiało przez nie tak mocno, że spałam w wełnianym swetrze. Uznałam jednak, że okna mogą poczekać.
Następnego dnia przelałam Monice całą żądaną kwotę.
— Oddam ci część, kiedy dostanę trzynastą emeryturę — powiedziałam.
— Nie trzeba, mamo. To przecież dla taty — odparła i mocno mnie przytuliła.
Przez kolejne dni opowiadała mi o postępach prac. Najpierw kamieniarz miał zdejmować płytę, później polerować granit, odnawiać litery i wymieniać lampion. Monika przesłała mi nawet zdjęcie pięknego, lśniącego nagrobka.
— Tak mniej więcej będzie wyglądał — napisała.
Patrzyłam na fotografię i wyobrażałam sobie, jak stawiam na nim białe chryzantemy. Mój Stefan zawsze najbardziej lubił białe kwiaty.
Prawda wyszła na jaw przez przypadek.
Monika przyjechała do mnie z zakupami i zostawiła na kuchennym krześle skórzaną teczkę. Zorientowała się dopiero wieczorem. Zadzwoniła i poprosiła, żebym schowała ją do szuflady.
Kiedy podniosłam teczkę, z niedomkniętej kieszeni wysunęło się kilka dokumentów. Schyliłam się, żeby je pozbierać. Na jednym zobaczyłam nazwisko córki oraz kwotę: sześć tysięcy osiemset złotych.
Byłam pewna, że to rachunek od kamieniarza.
Dopiero po chwili przeczytałam nazwę firmy. Nie był to zakład kamieniarski, lecz klinika medycyny estetycznej. Rachunek wystawiono za korektę powiek, serię zabiegów laserowych i wypełnienie zmarszczek.
Data zgadzała się z dniem, w którym przelałam pieniądze.
Całą noc nie zmrużyłam oka. Próbowałam znaleźć dla Moniki jakieś usprawiedliwienie. Może zapłaciła za nagrobek z własnych oszczędności? Może rachunek nie miał nic wspólnego z moim przelewem?
Rano zamówiłam taksówkę i pojechałam na cmentarz.
Nie obchodziło mnie, że biodro bolało przy każdym kroku. Musiałam zobaczyć grób Stefana.
Gdy dotarłam na miejsce, zrozumiałam wszystko.
Na płycie leżały mokre, zgniłe liście. Litery nadal były wyblakłe. Z boku widniało stare pęknięcie, które znałam od wiosny. Nikt nie zdjął granitu, nie wymienił lampionu ani nie odnowił choćby jednej litery.
Usiadłam na ławce i rozpłakałam się jak dziecko. Nie chodziło tylko o pieniądze. Monika wykorzystała pamięć o własnym ojcu, bo wiedziała, że właśnie tym najłatwiej mnie zrani i przekona.
Zadzwoniłam do zakładu kamieniarskiego, którego nazwę wcześniej podała córka.
— Nie mamy takiego zlecenia — powiedział pracownik po sprawdzeniu danych. — Nikt nie wpłacał zaliczki na ten nagrobek.
Kiedy Monika wieczorem weszła do mojego mieszkania, rachunek leżał na stole.
Zatrzymała się w progu i pobladła.
— Grzebałaś w moich rzeczach?
— Dokumenty same wypadły. Byłam też na cmentarzu.
Przez chwilę panowała cisza. Za oknem wiatr szarpał gałęziami, a deszcz uderzał o parapet.
— Dlaczego? — zapytałam. — Gdybyś powiedziała, że potrzebujesz pomocy, mogłybyśmy porozmawiać. Dlaczego wmieszałaś w to ojca?
Monika usiadła naprzeciwko mnie.
— Po rozwodzie czuję się stara i nikomu niepotrzebna — powiedziała. — Chciałam coś zmienić. Wiedziałam, że na zabiegi nie dałabyś mi pieniędzy.
— Więc skłamałaś, że grób taty się rozpada?
— Przecież jemu już wszystko jedno, jak wygląda nagrobek!
To zdanie zabolało mnie bardziej niż sam rachunek.
— Jemu może być wszystko jedno — odpowiedziałam drżącym głosem. — Ale mnie nie jest wszystko jedno, jakim człowiekiem stała się jego córka.
Monika zaczęła płakać. Przekonywała, że zamierzała oddać pieniądze, gdy poprawi się jej sytuacja. Tylko że nie miała pracy, oszczędności ani żadnego planu. Liczyła, że nigdy nie pojadę na cmentarz i nie odkryję prawdy.
Zażądałam zwrotu pieniędzy w miesięcznych ratach. Nie zrezygnowałam też z wymiany okien. Zrobiłam ją na kredyt, który od tej pory częściowo spłaca Monika.
Przed Wszystkimi Świętymi pojechałam na cmentarz z sąsiadem. On umył płytę, a ja odnowiłam litery specjalną farbą i ustawiłam białe chryzantemy. Renowację odłożyłam na później.
Stojąc przy grobie Stefana, opowiedziałam mu wszystko. Wiedziałam, że mi nie odpowie, lecz i tak poczułam ulgę.
Nagrobek można wyczyścić, pęknięcie naprawić, a wyblakłe litery pomalować na nowo.
Znacznie trudniej odnowić zaufanie do własnego dziecka. Zwłaszcza gdy córka wykorzystała pamięć o ojcu, żeby matka zapłaciła za jej nowe odbicie w lustrze.