Ja mieszkałam prawie trzysta kilometrów od rodzinnego miasta, a Paweł zaledwie kilka ulic od cmentarza. Zapewnił, że wszystkim się zajmie.

— Znalazłem kobietę, która sprząta groby — powiedział. — Jest solidna, ale wiadomo, za darmo pracować nie będzie.

Co miesiąc przelewałam mu dwieście pięćdziesiąt złotych. Przed Wielkanocą i Wszystkimi Świętymi prosił o dodatkowe pieniądze na dokładne mycie płyty, kwiaty oraz znicze.

Nie zarabiałam dużo. Kiedy przeszłam na emeryturę, zdarzało mi się oszczędzać na lekach, żeby wysłać bratu ustaloną kwotę. Nie chciałam, aby grób mamy wyglądał na zaniedbany.

Paweł regularnie przesyłał mi zdjęcia czystej płyty. Widziałam ustawione równo znicze, wypolerowany wazon i świeże kwiaty. Dziękowałam mu, że tak dobrze pilnuje wszystkiego.

— Rodzina musi sobie pomagać — odpowiadał.

Przed kolejnym Wszystkimi Świętymi postanowiłam przyjechać kilka dni wcześniej. Nie uprzedziłam brata, ponieważ chciałam zrobić mu niespodziankę. Kupiłam chryzantemę, znicze i mały stroik z gałązek świerku.

Na cmentarzu było chłodno i wilgotno. Między nagrobkami leżały mokre liście, a ludzie krążyli po alejkach z wiadrami oraz szczotkami.

Kiedy zbliżyłam się do grobu mamy, zobaczyłam klęczącą przy nim kobietę. Miała na sobie stary płaszcz i gumowe rękawiczki. Starannie szorowała płytę, a obok niej stała torba ze środkami czystości.

Pomyślałam, że to osoba zatrudniona przez Pawła.

— Dzień dobry — powiedziałam. — Jestem córką pani Marii. Chciałam podziękować za opiekę nad grobem.

Kobieta uśmiechnęła się.

— Pani jest Agnieszka? Mama często o pani opowiadała.

Zdziwiłam się, że mówi o mamie tak, jakby znała ją osobiście.

— Brat na pewno już zapłacił za ten miesiąc, ale chciałabym coś pani dołożyć przed świętem — powiedziałam, wyjmując portfel.

Kobieta natychmiast cofnęła rękę.

— Ale ja nie biorę żadnych pieniędzy.

Myślałam, że źle usłyszałam.

— Paweł płaci pani co miesiąc za sprzątanie.

— Pani brat nigdy mi nie zapłacił. Zresztą nawet go tutaj nie widuję.

Przedstawiła się jako Teresa. Kilkanaście lat wcześniej została sama z małą córką i straciła pracę. Moja mama zatrudniła ją w swoim niewielkim sklepie, a kiedy dziewczynka zachorowała, przynosiła im jedzenie i pomagała opłacać leki.

— Pani Maria uratowała nas wtedy przed nędzą — powiedziała Teresa. — Po jej odejściu obiecałam sobie, że będę dbała o grób, dopóki starczy mi sił.

Usiadłam na ławce, bo zakręciło mi się w głowie. Przez siedem lat przekazałam Pawłowi ponad dwadzieścia tysięcy złotych. Byłam przekonana, że pieniądze trafiają do kobiety stojącej przede mną.

Pokazałam jej zdjęcia wysyłane przez brata.

Teresa rozpoznała każde z nich.

— To ja układałam te kwiaty — powiedziała. — Paweł kilka razy prosił, żebym przesłała mu zdjęcie. Twierdził, że chce pokazać siostrze, iż grób jest zadbany.

Zadzwoniłam do niego jeszcze z cmentarza. Najpierw nie odbierał. Kiedy wreszcie podniósł telefon, zapytałam, jak nazywa się kobieta, której płaci za sprzątanie.

— Halina — odpowiedział bez wahania. — Dlaczego pytasz?

— Bo stoję właśnie obok Teresy. Od siedmiu lat sprząta grób mamy za darmo.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Przyjedź do mnie, to porozmawiamy — powiedział w końcu.

W jego mieszkaniu od razu zauważyłam nowy telewizor. Na stole leżał katalog drogich zegarków. Paweł nawet nie próbował dłużej zaprzeczać.

— Potrzebowałem tych pieniędzy — oznajmił. — Mam kredyty. Tobie zawsze lepiej się powodziło.

— Oszczędzałam na lekach, żeby opłacić grób mamy.

— Przecież grób był posprzątany. Ostatecznie dostałaś to, za co płaciłaś.

Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę to powiedział.

— Dostałam cudzą wdzięczność, a płaciłam za twoje kłamstwa.

Zażądałam zwrotu pieniędzy. Paweł roześmiał się i stwierdził, że niczego mi nie odda, bo dobrowolnie robiłam przelewy. Gdy powiedziałam, że zachowałam wszystkie potwierdzenia i wiadomości, przestał być taki pewny siebie.

Nasze dzieci próbowały później nas pogodzić. Tłumaczyły, że nie warto niszczyć rodzeństwa przez pieniądze. Odpowiedziałam, że pieniądze były tylko narzędziem. Najgorsze było to, że brat wykorzystał pamięć o mamie oraz dobroć kobiety, której ona kiedyś pomogła.

Teresa nadal odwiedza grób, ale teraz chodzimy tam razem, kiedy tylko przyjeżdżam. Próbowałam jej zapłacić, lecz odmówiła.

— Pani mama dała mi znacznie więcej — powiedziała. — Przywróciła mi wiarę w ludzi.

Mnie tamtego dnia ta wiara niemal opuściła.

Mama nauczyła obcą kobietę wdzięczności. Własnego syna nie zdołała nauczyć uczciwości.