Kiedy pokazał mi wiadomość z uczelni, rozpłakałam się ze wzruszenia. Jego matka samotnie wychowywała dwoje dzieci, więc od dawna pomagałam im, jak tylko mogłam.

Na początku września wnuk przyszedł do mnie z plecakiem pełnym zeszytów. Usiadł przy stole i długo milczał.

— Babciu, bez porządnego komputera nie dam sobie rady — powiedział w końcu. — Ten stary wyłącza się po kilku minutach. Wszystkie projekty będziemy robić na specjalnych programach.

Potrzebował sześciu tysięcy złotych. Córka twierdziła, że nie ma z czego mu pomóc.

— Jeśli nie kupimy go teraz, Kacper może stracić rok — przekonywała. — Tylko mama może uratować jego przyszłość.

Na koncie miałam niewiele ponad siedem tysięcy. Odkładałam te pieniądze na aparat słuchowy, ponieważ coraz gorzej rozumiałam ludzi. Uznałam jednak, że nauka wnuka jest ważniejsza. Ja mogłam jeszcze trochę poczekać.

Pojechaliśmy razem do sklepu. Kacper wybrał drogi laptop. Sprzedawca zapewniał, że urządzenie wystarczy na całe studia. Poprosiłam o przyklejenie pod spodem niewielkiej tabliczki, którą wcześniej zamówiłam u grawera.

„Kacprowi — żeby nigdy nie bał się spełniać marzeń. Babcia”.

Wnuk przeczytał napis i mocno mnie przytulił.

— Kiedyś ci się odwdzięczę — obiecał.

Kilka dni później poszłam do apteki. Wracając, zauważyłam w witrynie lombardu komputer identyczny jak ten, który kupiliśmy. Miał ten sam granatowy pokrowiec oraz charakterystyczną rysę przy zawiasie. Pomyślałam, że tylko mi się wydaje, ale weszłam do środka.

Poprosiłam sprzedawcę, żeby pokazał mi urządzenie. Odwrócił je, a ja zobaczyłam metalową tabliczkę.

„Kacprowi — żeby nigdy nie bał się spełniać marzeń. Babcia”.

Zrobiło mi się ciemno przed oczami.

— Kto go przyniósł? — zapytałam.

Mężczyzna odmówił podania danych klienta. Powiedział tylko, że komputer został zastawiony, a później nieodebrany w terminie. Teraz mogłam go kupić za siedem tysięcy dwieście złotych.

Zapłaciłam za niego sześć tysięcy z własnych oszczędności, a po tygodniu miałam odkupić go za jeszcze większą kwotę.

Zadzwoniłam do Kacpra.

— Jak sprawuje się komputer?

— Świetnie. Właśnie kończę projekt — odpowiedział bez chwili wahania.

Poprosiłam, żeby przyszedł wieczorem i mi go pokazał. Przez kilka sekund milczał.

— Zostawiłem go u kolegi. Razem się uczymy.

Wróciłam do domu z fotografią laptopa zrobioną w lombardzie. Czekałam przy kuchennym stole. Kiedy Kacper przyszedł z córką, położyłam przed nimi zdjęcie.

Wnuk zbladł.

— Mogę wszystko wyjaśnić — wyszeptał.

Okazało się, że od miesięcy obstawiał mecze przez internet. Najpierw przegrywał niewielkie kwoty, później pożyczał od znajomych. W dniu, w którym kupiliśmy laptop, był winien ponad cztery tysiące złotych. Zaniósł komputer do lombardu jeszcze tego samego popołudnia.

— Bałem się, że ci ludzie przyjdą do domu — tłumaczył. — Musiałem oddać pieniądze.

— A studia? Projekty? — zapytałam.

Spuścił głowę.

— Skreślili mnie z listy w czerwcu. Nie zaliczyłem pierwszego roku.

Spojrzałam na córkę. Nie wyglądała na zaskoczoną.

— Wiedziałaś?

— Kacper popełnił błąd — odpowiedziała. — Chciałam dać mu szansę. Myślałam, że jak spłaci długi, zacznie od nowa.

— Dlatego kazałaś mu okłamać mnie o komputerze?

— Mamo, przecież to tylko pieniądze. Jesteśmy rodziną.

Zdjęłam aparat słuchowy, który od kilku lat ledwo działał, i położyłam go na stole.

— To nie były tylko pieniądze. To był mój słuch. Moje bezpieczeństwo. I moje zaufanie do was.

Córka zaczęła mówić, że dramatyzuję. Kacper płakał i prosił, żebym odkupiła laptop, ponieważ bez niego naprawdę nie będzie mógł wrócić na studia.

Nie zrobiłam tego.

Zamiast kolejnych pieniędzy znalazłam poradnię leczenia uzależnień od hazardu. Powiedziałam wnukowi, że opłacę pierwsze konsultacje bezpośrednio w placówce, ale nie dostanie ode mnie ani złotówki do ręki. Zażądałam również, żeby podjął pracę i stopniowo zwrócił mi pieniądze.

Córka przez kilka tygodni się do mnie nie odzywała. Twierdziła, że własnemu wnukowi pozwoliłam stracić przyszłość. Nie rozumiała, że ratując go po raz kolejny przed konsekwencjami, pomogłabym mu stracić znacznie więcej niż komputer.

Kacper rozpoczął terapię i znalazł pracę w magazynie. Co miesiąc oddaje mi niewielką część długu. Nie wiem, czy wróci na studia. Wiem jednak, że pierwszy raz przestał opowiadać o marzeniach i zaczął ponosić odpowiedzialność za własne decyzje.

A ja do dziś pamiętam tabliczkę w witrynie lombardu.

Miała przypominać wnukowi, żeby nie bał się spełniać marzeń. Przypomniała mnie, że miłość nie polega na płaceniu za każde kłamstwo.