Na liczniku jest już 7,5 mln zł, ale razem z ogromnym zainteresowaniem pojawił się też problem. Na trasie zaczęło gromadzić się coraz więcej osób, przez co w pewnym momencie zrobiło się niebezpiecznie.

Łatwogang walczy o pieniądze na terapię Maksa

Piotr Hancke, znany w internecie jako Łatwogang, ruszył rowerem z Zakopanego do Gdańska. Jego przejazd jest transmitowany na żywo, a celem akcji jest zebranie pieniędzy na leczenie 8-letniego Maksa Tockiego. Chłopiec choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a, czyli ciężką chorobę genetyczną prowadzącą do stopniowego zaniku mięśni.

Terapia genowa, która może dać Maksowi szansę, kosztuje około 15 mln zł. Dlatego każda wpłata ma znaczenie. Aktualnie zbiórka pokazuje już 7,5 mln zł, czyli ponad połowę potrzebnej kwoty.

Trasa daje mu się we znaki

Przejazd przez Polskę to ogromny wysiłek. Łatwogang jedzie wiele godzin, mierzy się ze zmęczeniem, warunkami na drodze i presją transmisji na żywo. Po drodze pojawiały się już problemy techniczne, kryzysy i momenty, w których widzowie zaczynali martwić się o jego zdrowie.

Mimo to twórca kontynuuje trasę. Jego celem nie jest sportowy rekord, lecz utrzymanie uwagi internautów na zbiórce dla Maksa. Każdy kilometr ma przypominać, że chłopiec walczy z czasem.

Na trasie zrobiło się niebezpiecznie

Ogromna popularność akcji sprawiła, że przy trasie zaczęli pojawiać się fani. Część osób chciała tylko pomachać i okazać wsparcie, ale niektórzy próbowali jechać za Łatwogangiem albo towarzyszyć mu na drodze. W pewnym momencie sytuacja stała się na tyle trudna, że twórca musiał zaapelować do obserwujących o rozsądek.

Według relacji „Super Expressu” Łatwogang prosił, by ludzie nie jechali za nim, bo może dojść do wypadku. Podkreślał, że docenia wsparcie, ale bezpieczeństwo musi być najważniejsze.

„Nie jedźcie ze mną” — prośba do obserwujących

Łatwogang tłumaczył, że za nim porusza się jego ekipa techniczna, która musi mieć możliwość szybkiej reakcji. Jeśli obok streamera pojawia się zbyt wiele przypadkowych osób, robi się tłoczno i niebezpiecznie — zarówno dla niego, jak i dla innych uczestników ruchu.

To szczególnie ważne, bo twórca jest już bardzo zmęczony. W takich warunkach nawet drobne zamieszanie na drodze może skończyć się groźną sytuacją. Dlatego najlepszym wsparciem na trasie jest bezpieczne kibicowanie z pobocza, udostępnianie zbiórki i wpłacanie pieniędzy.

Internauci nie zwalniają tempa

Akcja Łatwoganga od początku przyciąga ogromne zainteresowanie. RMF FM informowało, że twórca wystartował z Zakopanego do Gdańska, a jego przejazd ma potrwać kilkadziesiąt godzin. Od pierwszych godzin transmisji licznik zbiórki rósł bardzo szybko.

Teraz, gdy na koncie jest już 7,5 mln zł, widać, że mobilizacja nadal trwa. Do pełnego celu wciąż brakuje kilku milionów, ale wynik pokazuje, że internet po raz kolejny potrafi zjednoczyć się wokół jednej sprawy.

Dla Maksa liczy się czas

Dystrofia mięśniowa Duchenne’a nie czeka. To choroba, która z czasem odbiera sprawność i osłabia kolejne mięśnie. Dla rodziny Maksa najważniejsze jest jak najszybsze zebranie pieniędzy na leczenie, które przekracza finansowe możliwości jednej rodziny.

Łatwogang jedzie dalej, choć trasa staje się coraz trudniejsza. Widzowie śledzą każdy kilometr, a licznik wpłat nadal rośnie. Ta akcja pokazuje, że internetowy zasięg może zmienić się w realną pomoc — pod warunkiem, że emocjom będzie towarzyszył rozsądek i bezpieczeństwo.