Chodzi o mężczyznę podejrzanego o spowodowanie wypadku, w którym zginął poseł Łukasz Litewka. Wniosek o areszt wpłynął do sądu w piątek wieczorem, a posiedzenie rozpoczęło się w sobotę rano.

To nie jest jednak bezwzględny areszt

Najważniejszy szczegół decyzji sądu polega na tym, że zastosowany środek może zostać zamieniony na wolnościowy. Jeśli podejrzany wpłaci w ciągu 14 dni poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. zł, będzie mógł opuścić areszt. Wtedy zostanie objęty dozorem policji oraz zakazem opuszczania kraju.

Sąd wskazał, dlaczego zgodził się na areszt

Jak przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu prok. Bartosz Kilian, sąd uznał, że za aresztem przemawia grożąca podejrzanemu kara, a także ryzyko, że mając świadomość możliwych sankcji, mógłby próbować się ukrywać albo uciekać. To właśnie te przesłanki miały przesądzić o zgodzie na środek izolacyjny, choć od razu z możliwością uchylenia go po wpłacie poręczenia.

Kierowca wcześniej usłyszał zarzut i przyznał się do czynu

Jeszcze przed sobotnim posiedzeniem 57-latek usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Z wcześniejszych informacji prokuratury wynikało też, że przyznał się do zarzucanego mu czynu. Samo przyznanie się nie zamyka jednak sprawy, bo śledczy nadal weryfikują jego tłumaczenia dotyczące tego, co działo się tuż przed zderzeniem.

Najwięcej wątpliwości dotyczy wersji o zasłabnięciu

Prokuratura od piątku sygnalizowała, że wyjaśnienia kierowcy wymagają dalszej analizy. Śledczy badają, czy rzeczywiście mogło dojść do zasłabnięcia albo innego nagłego problemu zdrowotnego za kierownicą. Właśnie dlatego wcześniej zdecydowano o dodatkowych badaniach i zabezpieczeniu materiału do analiz. Na tym etapie nie ma jeszcze ostatecznego rozstrzygnięcia, czy ta wersja znajdzie potwierdzenie w wynikach badań i materiale dowodowym.

Sprawa nadal jest otwarta

Sobotnia decyzja sądu nie kończy śledztwa, ale wyraźnie pokazuje, że sprawa traktowana jest bardzo poważnie. Dziś wiadomo już, że podejrzany został tymczasowo aresztowany, choć może odzyskać wolność po wpłacie 40 tys. zł. Nadal jednak najważniejsze pytanie pozostaje bez pełnej odpowiedzi: dlaczego samochód zjechał na przeciwny pas i czy kierowca rzeczywiście stracił kontrolę z przyczyn zdrowotnych.