Pierwszy raz po narodzinach naszej córki, a drugi — kiedy przeszedł na emeryturę. Dlatego zdziwiłam się, gdy z okazji rubinowej rocznicy zarezerwował stolik w eleganckim lokalu w centrum miasta.

— Załóż tę granatową sukienkę — powiedział. — Ładnie w niej wyglądasz.

Dawno nie usłyszałam od niego komplementu. Przez ostatnie lata żyliśmy obok siebie. Ja zajmowałam się domem i wnukami, on trzy razy w tygodniu wychodził na spotkania z kolegami. Twierdził, że grają w szachy i wspominają dawne czasy.

Chciałam wierzyć, że uroczysta kolacja oznacza nowy początek.

Kiedy weszliśmy do restauracji, młoda kelnerka uśmiechnęła się do męża.

— Dobry wieczór, panie Pawle. Przygotowaliśmy pański ulubiony stolik przy oknie.

Henryk zatrzymał się tak gwałtownie, że niemal na niego wpadłam.

— Pomyliła mnie pani z kimś innym — odpowiedział.

Kelnerka natychmiast spoważniała.

— Najmocniej przepraszam.

Usiedliśmy przy oknie. Mąż nerwowo poprawiał mankiety koszuli i nie patrzył mi w oczy.

— Dlaczego nazwała cię Pawłem?

— Przecież powiedziała, że się pomyliła. Ilu starszych, siwych mężczyzn tu przychodzi?

Próbował zażartować, lecz jego dłonie drżały.

Po chwili ta sama kelnerka postawiła przed nim koniak.

— Nie zamawiałem tego — rzucił ostro.

— Zawsze pan go wybierał — odpowiedziała odruchowo. — Przepraszam, zaraz zabiorę.

Tym razem nie zapytałam o nic. Patrzyłam, jak Henryk zaciska szczęki. Człowiek, który podobno nigdy wcześniej nie był w tym lokalu, miał tutaj ulubiony stolik i ulubiony trunek.

Podczas kolacji prawie się nie odzywał. Opowiadałam o dzieciach i naszym pierwszym mieszkaniu, a on co chwilę zerkał na telefon. W pewnym momencie urządzenie zawibrowało na obrusie. Na ekranie pojawiła się wiadomość.

„Pawle, pamiętaj, że jutro o jedenastej oglądamy mieszkanie. Nie mogę już dłużej czekać”.

Nadawcą była Monika.

— Kim jest Monika? — zapytałam.

Mąż chwycił telefon.

— Agentką nieruchomości.

— A dlaczego nazywa cię Pawłem?

— Nie rób sceny. Porozmawiamy w domu.

Wtedy kelnerka przyniosła deser. Obok kawałka tortu leżała niewielka koperta.

— Znalazłyśmy to w szufladzie recepcji — powiedziała. — Zostało po ostatniej wizycie pana Pawła i pani Moniki.

Henryk próbował ją zabrać, ale byłam szybsza.

W kopercie znajdowało się zdjęcie. Mój mąż siedział przy tym samym stoliku, obejmując szczupłą kobietę w czerwonej sukience. Na odwrocie widniał napis: „Nasza szósta rocznica. Jeszcze rok i będziemy już naprawdę razem”.

Przez chwilę nie słyszałam muzyki ani rozmów innych gości. Patrzyłam tylko na twarz człowieka, z którym spędziłam niemal całe dorosłe życie.

— Sześć lat? — wyszeptałam.

Henryk spuścił głowę.

Przyznał, że Monikę poznał w sanatorium. Powiedział jej, że jest wdowcem o imieniu Paweł. Początkowo miała to być tylko krótka znajomość. Z czasem zaczął wynajmować pokoje, zabierać ją do restauracji i obiecywać wspólne życie.

— Dlaczego zaprosiłeś mnie właśnie tutaj? — zapytałam.

— Monika wyjechała do siostry. Myślałem, że dziś pracuje inna obsługa. Chciałem zrobić ci przyjemność.

Roześmiałam się, choć po policzkach płynęły mi łzy.

— Przez czterdzieści lat nie wiedziałeś, gdzie lubię jeść. Przyprowadziłeś mnie więc do restauracji swojej kochanki.

Wtedy powiedział, że chciał podczas deseru przekonać mnie do sprzedaży naszego mieszkania. Mieliśmy kupić mniejsze, a reszta pieniędzy rzekomo miała zabezpieczyć naszą przyszłość. W rzeczywistości planował kupić lokal z Moniką.

Zdjęłam obrączkę i położyłam ją obok nietkniętego tortu.

— Elu, nie przekreślaj czterdziestu lat przez jeden błąd — błagał.

— To nie był jeden błąd. Przez sześć lat codziennie wracałeś do mnie i wybierałeś kolejne kłamstwo.

Wyszłam sama. Następnego ranka umówiłam się z prawnikiem i sprawdziłam nasze konta. Henryk od dawna odkładał pieniądze na osobnym rachunku. Znalazłam również zaliczkę wpłaconą za mieszkanie, które zamierzał urządzić z Moniką.

Do dziś nie wiem, czy zaprosił mnie na rocznicę z poczucia winy, czy po to, by po raz ostatni wykorzystać moje zaufanie.

Wiem natomiast, że weszłam do restauracji jako żona Henryka, z którym przeżyłam czterdzieści lat. Wyszłam, rozumiejąc, że od dawna dzieliłam życie z Pawłem — obcym mężczyzną, którego tak naprawdę nigdy nie znałam.