Dzwoniłam w urodziny, święta i Dzień Dziecka. Wysyłałam wnukom kartki oraz prezenty, lecz większość paczek wracała nieodebrana.
Marcin zerwał ze mną kontakt po kłótni o pieniądze. Jego firma budowlana miała problemy, więc poprosił, żebym sprzedała mieszkanie i przekazała mu część pieniędzy.
— Możesz wynająć kawalerkę — przekonywał. — Po co jednej osobie trzy pokoje?
Odmówiłam. Mieszkanie kupiliśmy z mężem po trzydziestu latach oszczędzania. Po jego odejściu było jedynym miejscem, w którym nadal czułam się bezpiecznie.
Syn uznał moją decyzję za zdradę.
— Skoro firma jest dla ciebie mniej ważna niż kilka ścian, nie mamy o czym rozmawiać — powiedział.
Od tamtej pory nie widziałam ani jego, ani wnuków.
Dlatego gdy pewnego październikowego wieczoru zadzwonił telefon i na ekranie pojawiło się imię Marcina, przez chwilę nie potrafiłam odebrać.
— Mamo, za tydzień obchodzimy z Agatą piętnastą rocznicę ślubu — powiedział. — Chcielibyśmy, żebyś przyszła. Może czas zakończyć tę wojnę.
Rozpłakałam się po zakończeniu rozmowy. Natychmiast wyjęłam z szafy elegancką sukienkę, której nie nosiłam od lat. Kupiłam srebrną ramkę, włożyłam do niej zdjęcie Marcina z Agatą i przygotowałam koperty z pieniędzmi dla wnuków.
Przez całą drogę powtarzałam sobie, że nie będę wracała do dawnych pretensji. Chciałam tylko odzyskać rodzinę.
Przyjęcie odbywało się w restauracji. Kiedy weszłam, trzynastoletnia Zosia i dziesięcioletni Kuba patrzyli na mnie jak na obcą osobę.
— To wasza babcia — powiedziała Agata chłodnym głosem.
Zabolało mnie słowo „wasza”, jakbym nie była również matką ich ojca.
Marcin przytulił mnie jednak przy wszystkich. Posadził obok siebie, nalewał wino i pytał o zdrowie. Po raz pierwszy od lat poczułam nadzieję.
Podczas kolacji wspominaliśmy dawne czasy. Zosia zaczęła nawet pytać, jak jej tata zachowywał się w dzieciństwie. Śmialiśmy się, a ja w myślach dziękowałam losowi, że doczekałam tej chwili.
Po deserze Marcin sięgnął pod stół i wyjął z torby granatową teczkę.
— Skoro już się pogodziliśmy, trzeba załatwić jedną formalność — powiedział.
W środku znajdował się projekt aktu notarialnego dotyczący ustanowienia hipoteki na moim mieszkaniu. Miałam zabezpieczyć nim kredyt zaciągany przez firmę syna. Kwota przekraczała czterysta tysięcy złotych.
— Co to jest? — zapytałam, chociaż doskonale rozumiałam każde słowo.
— Firma wychodzi na prostą, ale potrzebujemy nowego finansowania. Bank chce dodatkowego zabezpieczenia.
— Czyli mam ryzykować mieszkaniem?
— Nie ryzykujesz. To tylko formalność. Raty będziemy płacić my.
Agata położyła przede mną długopis.
— Jutro rano mamy umówionego notariusza. Wystarczy, że podpisze pani zgodę.
Dopiero wtedy zrozumiałam, dlaczego zaproszono mnie na rocznicę. Nie chodziło o zakończenie rodzinnej wojny. Chodziło o to, by zmiękczyć mnie winem, wspomnieniami oraz widokiem wnuków.
— Umówiliście notariusza, zanim w ogóle mnie zapytaliście?
Marcin westchnął.
— Wiedziałem, że zaczniesz robić problemy. Dlatego chciałem najpierw pokazać ci, że możemy znowu być rodziną.
— Pod warunkiem, że oddam wam mieszkanie pod zastaw.
— Nikt ci go nie zabiera! — podniósł głos. — Po prostu nam zaufaj.
Wtedy odezwała się Zosia.
— Tato, mówiłeś, że babcia nie przychodziła, bo nas nie kocha.
Przy stole zapadła cisza.
Spojrzałam na wnuczkę.
— Przez pięć lat wysyłałam wam kartki i prezenty. Dzwoniłam w każde urodziny.
— Niczego nie dostaliśmy — powiedział Kuba.
Marcin zaczerwienił się.
— Nie mieszajmy do tego dzieci.
Wyjęłam z torebki telefon. Nadal miałam zdjęcia nadanych paczek, potwierdzenia przelewów i wiadomości, na które nigdy nie odpowiedział. Pokazałam je wnukom.
— Powiedziałeś im, że nie chciałam ich znać? — zapytałam.
— Musiałem jakoś wyjaśnić twoje zachowanie.
— Moje zachowanie? Odmówiłam sprzedania domu. To ty ukarałeś za to własne dzieci, odbierając im babcię.
Agata próbowała zabrać dokumenty ze stołu.
— Nie psujmy naszego święta.
— To wy zaprosiliście mnie tutaj nie jako matkę, tylko jako właścicielkę mieszkania.
Wstałam. Marcin chwycił mnie za rękę.
— Jeśli teraz wyjdziesz, firma może upaść. Naprawdę chcesz zniszczyć przyszłość swoich wnuków?
— Nie zasłaniaj się dziećmi. Gdyby chodziło o ich przyszłość, nie okłamywałbyś ich przez pięć lat.
Zabrałam płaszcz i wyszłam. Na dworze padał zimny deszcz, ale nie czułam chłodu. Bolało mnie tylko to, że przez kilka godzin naprawdę wierzyłam w odzyskanie syna.
Dwa dni później Zosia zadzwoniła z telefonu koleżanki. Zapytała, czy może mnie odwiedzić. Marcin zabronił jej się ze mną kontaktować, lecz tym razem nie uwierzyła w jego opowieści.
Nie podpisałam dokumentu. Firma syna nie upadła, choć musiał sprzedać drogi samochód i zmniejszyć biuro. Okazało się, że istniały inne rozwiązania. Moje mieszkanie było po prostu najłatwiejszym.
Marcin nadal uważa, że go zawiodłam. Ja natomiast próbuję powoli odbudować relację z wnukami.
Przez pięć lat czekałam, aż syn zatęskni za matką. Przy rocznicowym stole zrozumiałam, że nie tęsknił za mną.
Zatęsknił za mieszkaniem, którego nie udało mu się dostać za pierwszym razem.