Kiedy zaczęła chorować, odwiedzałam ją niemal codziennie. Robiłam zakupy, woziłam do lekarzy i pilnowałam, żeby przyjmowała leki. Nigdy nie oczekiwałam niczego w zamian.

Po jej odejściu dowiedziałam się, że zapisała mi dwupokojowe mieszkanie oraz sto osiemdziesiąt tysięcy złotych oszczędności.

Byłam zaskoczona. W pierwszej chwili nie myślałam o pieniądzach. Płakałam, trzymając w rękach jej pożegnalny list.

„Byłaś przy mnie wtedy, gdy inni mieli ważniejsze sprawy. Chcę, żebyś wreszcie zrobiła coś dla siebie” — napisała.

Mąż objął mnie i powiedział, że ciocia podjęła sprawiedliwą decyzję. Teściowa zareagowała zupełnie inaczej.

— No proszę, ale wam się poszczęściło! — zawołała. — Teraz wreszcie wyremontujemy mój dom.

Początkowo myślałam, że żartuje.

— Twój dom?

— Przecież nie będziecie trzymać takich pieniędzy na koncie. Dach przecieka, łazienka pamięta poprzednią epokę, a ja całe życie pomagałam Pawłowi.

Nie odpowiedziałam. Kilka dni później teściowa przyjechała z katalogami. Wybrała już płytki, wannę i meble kuchenne. Powiedziała również, że jej młodszy syn potrzebuje czterdziestu tysięcy złotych na wkład własny do mieszkania.

— Wszystkich da się uszczęśliwić — oznajmiła. — Tobie i tak zostanie lokal po ciotce.

Każda rozmowa zaczynała się od kondolencji, a kończyła wyliczeniem, komu powinnam przekazać pieniądze. Teściowa planowała nawet wspólny wyjazd do sanatorium. Oczywiście na mój koszt.

Paweł milczał. Gdy zostawaliśmy sami, powtarzał, żebym nie brała słów jego matki do siebie.

— Ona po prostu się cieszy — tłumaczył.

— Z czego? Z tego, że straciłam bliską osobę czy z tego, że dostałam spadek?

Nie odpowiedział.

Postanowiłam zachować mieszkanie. Chciałam je wyremontować i wynajmować, a pieniądze odłożyć na przyszłość. Część oszczędności zamierzałam przeznaczyć na leczenie kręgosłupa, które od lat odkładałam.

Kiedy powiedziałam o tym teściowej, zmieniła ton.

— Czyli obcy ludzie będą mieszkać w lokalu, a ja nadal mam patrzeć na odpadający tynk?

— To mieszkanie należało do mojej cioci. Sama zdecyduję, co z nim zrobię.

— W małżeństwie nie ma „moje” i „twoje”.

— W takim razie dlaczego remont twojego domu ma być opłacony wyłącznie z mojego spadku?

Teściowa wstała od stołu i wyszła, trzaskając drzwiami. Przez tydzień nie odbierała telefonów. Później zaprosiła nas na rodzinny obiad.

Gdy weszłam do jej domu, na stole leżała umowa z firmą remontową. Obok znajdowała się faktura zaliczkowa na dwadzieścia tysięcy złotych.

— Paweł powiedział, że zapłacicie — oznajmiła przy całej rodzinie. — Ekipa może zacząć w przyszłym miesiącu.

Spojrzałam na męża.

— Obiecałeś jej moje pieniądze?

— Nie obiecałem — odpowiedział, unikając mojego wzroku. — Powiedziałem tylko, że raczej nie odmówisz rodzinie.

Teściowa podsunęła mi fakturę.

— Przelew trzeba zrobić do piątku.

Odepchnęłam dokument.

— Nie zapłacę.

W pokoju zapadła cisza.

— Słucham? — zapytała teściowa.

— Niczego z tobą nie ustalałam. Sama zamówiłaś remont, więc sama za niego zapłacisz.

Wtedy usłyszałam, że jestem chciwa, wyrachowana i niewdzięczna. Teściowa krzyczała, że przyjęła mnie do rodziny jak córkę, a ja teraz pozwalam jej mieszkać „w ruinie”. Szwagier zarzucił mi, że przez moją zachłanność jego dzieci nadal będą gnieździć się w wynajmowanym mieszkaniu.

Najbardziej zabolały mnie jednak słowa męża.

— Mogłabyś się podzielić. Przecież sama nie zapracowałaś na te pieniądze.

Spojrzałam na niego i poczułam, jakby ktoś nagle zgasił światło. To prawda, nie zarobiłam ich. Ale przez trzy lata kąpałam chorą ciocię, zmieniałam pościel, gotowałam i siedziałam przy niej nocami. W tym czasie teściowa ani razu nie zapytała, czy potrzebuję pomocy.

— Nie dostałam tych pieniędzy za darmo — odpowiedziałam. — Ciocia zostawiła mi je, ponieważ byłam przy niej. Wy przypomnieliście sobie o niej dopiero po odczytaniu testamentu.

Wzięłam torebkę i wyszłam.

Teściowa zerwała ze mną kontakt. Na rodzinnej grupie napisała, że syn ożenił się z kobietą, dla której pieniądze są ważniejsze niż bliscy. Paweł przez kilka dni próbował przekonać mnie, żebym dla świętego spokoju opłaciła przynajmniej część remontu.

Odmówiłam.

Później odkryłam, że wcześniej obiecał matce nie tylko nową łazienkę. Zamierzał również namówić mnie do sprzedaży mieszkania po cioci, aby kupić dom, w którym teściowa miałaby zamieszkać razem z nami.

Wtedy zrozumiałam, że nie chodziło o jedną fakturę. Oni zdążyli podzielić mój spadek, zanim formalnie stał się mój.

Wyprowadziłam się do mieszkania po cioci. Paweł dostał czas, żeby zdecydować, czy chce budować życie ze mną, czy nadal spełniać obietnice składane matce w moim imieniu.

Teściowa uważa, że ją oszukałam, ponieważ niczego nie dostała.

Ja natomiast po raz pierwszy uszanowałam ostatnią wolę cioci. Zrobiłam dokładnie to, o co mnie prosiła — wreszcie zadbałam o siebie.