Dzwonił do niej codziennie, odwiedzał ją w każdą niedzielę i zawsze pamiętał o jej urodzinach. Pomyślałam, że mężczyzna szanujący matkę będzie również dobrym mężem.
Dopiero po ślubie zrozumiałam, że teściowa nie traktowała go jak dorosłego syna. Nadal uważała go za małego chłopca, któremu trzeba przygotować ubrania, jedzenie i całe życie.
W każdy piątek Paweł wychodził z domu z dużą sportową torbą. Twierdził, że wiezie matce zakupy. W poniedziałek torba wracała wypełniona starannie poskładanymi ubraniami.
Prawdę odkryłam przypadkiem. Otworzyłam torbę, szukając ładowarki. W środku znalazłam wyprane koszule, spodnie, skarpetki i majtki męża. Wszystko było wyprasowane i ułożone w równych stosach.
– Twoja matka pierze ci bieliznę? – zapytałam.
Paweł nawet się nie zawstydził.
– Mama robi to lepiej. Wie, jakich środków używać, żebym nie dostał uczulenia.
– Masz trzydzieści pięć lat.
– I co z tego? Skoro chce pomóc, dlaczego mam jej zabraniać?
Pranie było dopiero początkiem. Teściowa przynosiła mu obiady, umawiała wizyty u lekarza i kupowała ubrania. Miała klucz do naszego mieszkania i wchodziła bez zapowiedzi. Potrafiła otworzyć lodówkę, wyrzucić ugotowane przeze mnie jedzenie i zostawić własne.
– Paweł nie powinien jeść tak ciężkich potraw – tłumaczyła.
Najgorsze było to, że znała wszystkie szczegóły naszego małżeństwa. Podczas rodzinnego obiadu zapytała mnie przy wszystkich, dlaczego nadal nie jestem w ciąży.
– Paweł powiedział, że od kilku miesięcy się staracie. Może powinnaś iść do lekarza?
Poczułam, jak płonie mi twarz. Mąż zamiast mnie przeprosić, wzruszył ramionami.
– Mama się tylko martwi.
Tamtego wieczoru wybuchła pierwsza poważna awantura.
– Nie chcę być trzecią osobą we własnym małżeństwie – powiedziałam. – Są sprawy, o których twoja matka nie powinna wiedzieć.
– Mama zawsze była przy mnie. Nie będę jej teraz odsuwał tylko dlatego, że jesteś zazdrosna.
Kilka tygodni później dostałam propozycję awansu. Wiązała się z przeprowadzką do miasta oddalonego o godzinę drogi. Paweł początkowo się ucieszył. Oglądaliśmy mieszkania i planowaliśmy nowe życie.
Następnego dnia pojechał do matki. Wrócił zupełnie odmieniony.
– Nie przeprowadzimy się – oznajmił. – Mama uważa, że to zły pomysł. Nie mogę zostawić jej samej.
Teściowa była zdrowa, pracowała i mieszkała w tym samym mieście co jej siostra. Mimo to Paweł zrezygnował z naszych planów po jednej rozmowie z mamą.
– A moje zdanie? – zapytałam.
– Mama ma więcej doświadczenia. Wie, co jest dla nas dobre.
Wtedy zrozumiałam, że nigdy nie podejmie samodzielnej decyzji. Spakowałam do walizki jego ubrania, razem z bielizną świeżo upraną przez teściową.
– Skoro mama wie, co jest dla ciebie najlepsze, zamieszkaj z nią – powiedziałam.
Paweł był przekonany, że po kilku dniach go przeproszę. Minęło jednak sześć tygodni. Przyjęłam awans i wynajęłam mieszkanie w nowym mieście.
W końcu zadzwonił. Powiedział, że matka kontroluje, o której wraca, co je i z kim się spotyka. Chciał wrócić.
– Teraz rozumiesz, jak wyglądało moje życie? – zapytałam.
Przyjechał z kwiatami i zapewnieniem, że nauczył się obsługiwać pralkę. Odpowiedziałam, że problemem nigdy nie były majtki ani skarpetki. Problemem było to, że jako mąż nadal pozwalał matce kierować swoim życiem.
Zgodziłam się na rozmowę dopiero pod warunkiem terapii i postawienia jasnych granic. Nie wiem jeszcze, czy uratujemy małżeństwo. Wiem jednak, że nie wrócę do domu, w którym teściowa miała więcej do powiedzenia niż żona.