Stała przy kuchennym blacie i kroiła chleb na kolację. Nóż zatrzymał się w połowie kromki, ale jej ręka nawet nie zadrżała.

— Jest ktoś inny? — zapytała.

Nie potrafiłem skłamać.

— Tak. Przy niej znowu czuję, że żyję.

Po trzydziestu latach małżeństwa te słowa brzmiały wyjątkowo okrutnie. Wtedy jednak uważałem, że mam prawo pomyśleć o sobie.

Annę poznałem jeszcze na studiach. Razem dorabialiśmy się wszystkiego: pierwszego mieszkania, samochodu, domu i niewielkich oszczędności. Urodziła mi dwoje dzieci. Rezygnowała z kolejnych propozycji pracy, kiedy ja budowałem swoją pozycję w firmie.

Z czasem przestałem zauważać jej poświęcenie. Widziałem tylko siwe włosy, wygodne swetry i kolacje jedzone w ciszy.

Karolina była ode mnie młodsza o dwadzieścia lat. Pracowała w dziale sprzedaży. Śmiała się z moich żartów, podziwiała doświadczenie i powtarzała, że przy mnie czuje się bezpieczna. Kiedy na mnie patrzyła, nie widziałem zmęczonego mężczyzny przed sześćdziesiątką. Widziałem kogoś ważnego i wciąż atrakcyjnego.

Dlatego spakowałem walizkę.

— Chciałbym, żebyśmy rozstali się spokojnie — powiedziałem Annie. — Dzieci są dorosłe. Każde z nas może jeszcze ułożyć sobie życie.

Wtedy po raz pierwszy spojrzała mi prosto w oczy.

— Ty już je sobie ułożyłeś. Mnie nawet nie dałeś czasu, żebym zrozumiała, że nasze wspólne właśnie zniszczyłeś.

Zamieszkałem z Karoliną w wynajętym apartamencie. Drogie restauracje, weekendowe wyjazdy i nowe ubrania sprawiały, że przez kilka miesięcy czułem się młodszy. Wziąłem kredyt, żeby kupić jej samochód. W czasie rozwodu oddałem Annie dom, ale zatrzymałem większość oszczędności.

Byłem przekonany, że szybko zarobię następne pieniądze.

Dzieci nie chciały znać szczegółów. Córka powiedziała tylko:

— Mama czekała na ciebie przez całe życie. Ty nie potrafiłeś zaczekać nawet do kolacji, żeby przestać ją okłamywać.

Syn przestał odbierać moje telefony.

Po dwóch latach w firmie zmienił się zarząd. Mój dział połączono z innym, a mnie wezwano na rozmowę. Usłyszałem, że jestem za drogi, moje metody są przestarzałe, a firma potrzebuje ludzi „z nową energią”.

Po dwudziestu siedmiu latach pracy dostałem karton na rzeczy i odprawę wystarczającą na kilka miesięcy.

Karolina początkowo mnie pocieszała. Później zaczęła pytać, kiedy znajdę nową pracę. Wysyłałem dziesiątki życiorysów, ale nikt nie chciał zatrudnić sześćdziesięciotrzyletniego byłego kierownika za wynagrodzenie, do którego przywykł.

Sprzedałem samochód, żeby spłacić część kredytu. Potem zrezygnowaliśmy z apartamentu. Kiedy zaproponowałem przeprowadzkę do mniejszego mieszkania, Karolina spakowała swoje rzeczy.

— Nie tak miało wyglądać moje życie — powiedziała.

— Mówiłaś, że mnie kochasz.

— Kochałam mężczyznę, który miał plany i zapewniał mi bezpieczeństwo. Teraz ciągle siedzisz w domu i narzekasz.

Wyszła dokładnie tak, jak ja kiedyś wyszedłem od Anny. Bez oglądania się za siebie.

Zostałem sam w wynajętym pokoju. Każdego ranka budziłem się z odruchem, żeby zawołać żonę. Brakowało mi zapachu kawy, dźwięku jej kroków i nawet tych wygodnych swetrów, z których kiedyś się naśmiewałem.

W końcu zadzwoniłem do Anny.

— Chciałbym się spotkać — powiedziałem. — Muszę z tobą porozmawiać.

Zgodziła się. Czekałem w kawiarni z bukietem jej ulubionych tulipanów. Gdy weszła, niemal jej nie poznałem. Miała krótsze włosy, kolorową sukienkę i spokojny uśmiech.

— Wyglądasz pięknie — powiedziałem.

— Teraz to zauważyłeś?

Opowiedziałem jej o utracie pracy i odejściu Karoliny. Przyznałem, że popełniłem największy błąd w życiu.

— Chcę wrócić — wyszeptałem. — Byliśmy razem trzydzieści lat. Może moglibyśmy spróbować jeszcze raz?

Anna długo milczała.

— Czy chciałbyś wrócić, gdybyś nadal miał pracę, pieniądze i Karolinę?

Nie odpowiedziałem.

— Nie tęsknisz za mną — ciągnęła. — Tęsknisz za domem, bezpieczeństwem i kobietą, która zawsze rozwiązywała twoje problemy.

Wtedy podszedł do naszego stolika siwy mężczyzna. Położył dłoń na jej ramieniu, a ona przedstawiła go jako Marka.

— Jesteśmy razem od roku — powiedziała. — Nie zamieszkaliśmy razem, bo każde z nas ceni swoją niezależność. Ale jest mi z nim dobrze.

Poczułem zazdrość, choć nie miałem do niej żadnego prawa.

— Czyli naprawdę nie ma dla mnie szansy?

Anna spojrzała na kwiaty.

— Przez pierwszy rok po twoim odejściu codziennie czekałam, aż wrócisz. Potem nauczyłam się zasypiać sama. Następnie zrozumiałam, że bez ciebie nie muszę już zasługiwać na czyjąś uwagę. Teraz nie chcę wracać do kobiety, którą przy tobie byłam.

Zostawiła tulipany na stoliku i wyszła z Markiem.

Mam dziś 64 lata. Nie mam żony, pracy ani własnego mieszkania. Dzieci odzywają się rzadko. Córka pozwala mi czasem zobaczyć wnuka, ale podczas rodzinnych uroczystości siadam daleko od Anny i jej partnera.

Patrzę wtedy na kobietę, z którą przeżyłem trzydzieści lat, i widzę wszystko, czego kiedyś nie potrafiłem docenić.

Najgorsza nie jest samotność. Najgorsza jest świadomość, że sam wybrałem dzień, w którym miała się zacząć — a kiedy zapragnąłem ją zakończyć, dla Anny było już za późno, by do mnie wrócić.