Nie marzyłam o luksusach. Chciałam rano zjeść śniadanie z wnukami, pospacerować z nimi po plaży i wieczorem posłuchać, jak opowiadają o swoich przygodach.

Marta zawsze odpowiadała tak samo:

— Mamo, przy obecnych cenach nie możemy sobie na to pozwolić.

Dlatego zaproponowałam, że zapłacę za tygodniowe wakacje całej rodziny. Miałam oszczędności odkładane jeszcze z mężem. Planowaliśmy kiedyś polecieć do Grecji, ale nie zdążyliśmy.

— Jesteś pewna? — zapytała córka.

— Pieniądze można odłożyć ponownie. Czasu z dziećmi nie odzyskam.

Marta znalazła hotel na Krecie. Pokazywała mi zdjęcia basenu, pokoi i plaży. Powiedziała, że Lena będzie spała ze mną, bo od dawna marzy o „nocowaniu z babcią”. Przelałam córce dwadzieścia cztery tysiące złotych. Miała zająć się rezerwacją, ubezpieczeniem i biletami.

Przez kilka tygodni żyłam tylko tym wyjazdem. Kupiłam wnukom kapelusze, kremy przeciwsłoneczne i niewielkie albumy na wakacyjne zdjęcia. Dla Leny przygotowałam bransoletkę z muszelek, a Michałowi obiecałam pierwszą w życiu podróż statkiem.

Na lotnisko przyjechaliśmy wcześnie rano. Marta trzymała wszystkie dokumenty w telefonie.

— Tobie wydrukowałam kartę pokładową, żebyś się nie denerwowała — powiedziała i wręczyła mi złożoną kartkę.

Nie spojrzałam na nią. Byłam zajęta wnukami.

Dopiero przy stanowisku odprawy pracownica lotniska zmarszczyła brwi.

— Pani bilet nie jest na ten lot.

— Jak to? Lecimy razem do Heraklionu.

Kobieta wskazała palcem nazwę miasta wydrukowaną na karcie.

— Pani leci na Korfu. Samolot odlatuje za trzy godziny z innej części terminala.

Pomyślałam, że doszło do pomyłki. Odwróciłam się do córki i zobaczyłam, że wcale nie jest zaskoczona.

— Marta?

— Mamo, porozmawiajmy spokojnie.

W tej samej chwili dołączyli do nas rodzice zięcia. Mieli walizki oznaczone takimi samymi zawieszkami jak bagaże mojej córki. Teściowa Marty przytuliła wnuki, po czym spojrzała na mnie z zakłopotaniem.

— Myślałam, że wszystko pani wie — powiedziała.

Poczułam, jak robi mi się zimno.

Marta odciągnęła mnie na bok. Wyjaśniła, że na Krecie zabrakło miejsc w wybranym hotelu. Dla mnie znalazła więc tygodniowy pobyt na Korfu, w pensjonacie organizującym wycieczki dla seniorów.

— Też będziesz miała piękne wakacje — zapewniała. — Poznasz ludzi w swoim wieku.

— Zapłaciłam, żeby być z wami.

— Mamo, nie rób sceny na lotnisku.

— Od początku planowaliście lecieć beze mnie?

Nie odpowiedziała. Spojrzałam na zięcia. To on w końcu powiedział prawdę.

— Chcieliśmy odpocząć we własnym gronie. Dzieci są już duże, a przy pani trzeba wszystko planować wolniej. Marta uznała, że tak będzie najlepiej dla wszystkich.

„We własnym gronie”. Byli tam córka, zięć, wnuki i jego rodzice. Tylko ja, osoba, która zapłaciła za cały wyjazd, nie należałam do rodziny.

— Babciu, ty z nami nie lecisz? — zapytała Lena.

Marta natychmiast odpowiedziała za mnie:

— Babcia ma swoją wycieczkę. To niespodzianka.

Wnuczka zaczęła płakać.

— Obiecałaś, że będziemy razem spały!

Córka chwyciła ją za rękę i syknęła, żeby przestała robić przedstawienie. Wtedy zrozumiałam, że nawet dzieci zostały oszukane.

Oddałam pracownicy kartę pokładową.

— Nie lecę na Korfu.

— Mamo, ten bilet jest bezzwrotny! — krzyknęła Marta.

— Za wasze bilety też zapłaciłam i jakoś nie martwi cię, ile kosztowały.

Córka oskarżyła mnie o psucie wnukom wakacji. Zięć powiedział, że zachowuję się dziecinnie. Jego rodzice milczeli.

Wzięłam walizkę i odeszłam. Słyszałam za sobą płacz Leny, ale nie odwróciłam się. Gdybym to zrobiła, znów zgodziłabym się na wszystko.

Do domu wróciłam pociągiem. Wieczorem Marta wysłała zdjęcie dzieci przy hotelowym basenie. Pod nim dopisała: „Mogłaś też dobrze się bawić, ale wybrałaś obrażanie się”.

Dwa dni później zadzwoniła. Hotel zablokował na karcie większy depozyt, niż przewidywali, i potrzebowała pieniędzy.

— Przecież masz oszczędności — powiedziała. — Oddam po powrocie.

Po raz pierwszy bez poczucia winy odpowiedziałam:

— Nie.

Po wakacjach przyszła do mnie z pretensjami. Twierdziła, że dostałam przecież wyjazd do Grecji, więc nie miałam prawa czuć się oszukana.

— Nie kupowałam wycieczki — powiedziałam. — Kupiłam nadzieję, że przez tydzień będę częścią waszej rodziny. Ty wzięłaś pieniądze, a mnie wysłałaś na inną wyspę.

Zażądałam zwrotu kosztów mojego niewykorzystanego pobytu. Marta odmówiła. Od tamtej pory nie finansuję wyjazdów, zajęć ani drogich prezentów. Wnuki nadal do mnie przychodzą, ale córka nigdy nie zostawia ich już bez uprzedzenia.

Kilka miesięcy później pojechałam nad morze z dwiema kobietami poznanymi w klubie seniora. Hotel był skromny, pogoda deszczowa, a zamiast egzotycznych potraw jadłyśmy smażoną rybę. Nikt jednak nie ukrywał przede mną biletu ani nie wysyłał mnie w przeciwną stronę.

Na lotnisku sądziłam, że pomylono mój lot.

Tak naprawdę to ja pomyliłam się znacznie wcześniej — wierząc, że jeśli zapłacę za rodzinne wakacje, kupię również miejsce przy własnej rodzinie.