Wychowaliśmy dwoje dzieci, wybudowaliśmy dom i prowadziliśmy spokojne życie. Nie było w nim już wielkich uniesień, ale było zaufanie. Wtedy poznałem Karolinę.

Pracowała w firmie, która obsługiwała nasze biuro. Była ode mnie młodsza o dwanaście lat, energiczna i zawsze elegancka. Zaczęło się od kawy, później były wiadomości, a w końcu spotkania w wynajmowanym mieszkaniu.

Przy Karolinie czułem się młodszy. Powtarzała, że Agnieszka mnie nie docenia i że zasługuję na prawdziwą miłość. Sam zacząłem w to wierzyć.

Po roku romansu Karolina postawiła ultimatum.

— Albo powiesz żonie i odejdziesz, albo już nigdy mnie nie zobaczysz — oznajmiła. — Nie zamierzam dłużej być tą drugą.

Przestraszyłem się, że ją stracę. Tego wieczoru usiadłem naprzeciwko Agnieszki i powiedziałem, że kocham inną kobietę.

Żona długo milczała.

— Jesteś pewien, że chcesz przekreślić dwadzieścia siedem lat? — zapytała.

— Z Karoliną wreszcie czuję, że żyję.

Agnieszka nie płakała przy mnie. Zdjęła obrączkę i położyła ją na stole. Następnego dnia nasze dzieci dowiedziały się o wszystkim. Córka nazwała mnie egoistą, a syn powiedział, że nie chce znać szczegółów.

Wyprowadziłem się do wynajętego mieszkania. Karolina obiecywała, że zamieszka ze mną zaraz po rozwodzie. Wspólnie wybieraliśmy meble, planowaliśmy wyjazd do Włoch i rozmawialiśmy o ślubie.

Rozwód trwał siedem miesięcy. Agnieszce zostawiłem dom, przekonany, że zaczynam nowe życie. W dniu ogłoszenia wyroku wysłałem Karolinie zdjęcie dokumentu.

„Jestem wolny. Teraz już nic nie stoi nam na drodze”.

Odpisała dopiero po kilku godzinach.

„Muszę trochę ochłonąć. Nie naciskaj”.

Od tamtej pory coraz częściej odwoływała spotkania. Raz tłumaczyła się chorą matką, innym razem pracą. Nie chciała się przeprowadzić. Twierdziła, że po rozwodzie stałem się zbyt zaborczy.

Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie obca kobieta.

— Czy pan jest Tomaszem? — zapytała. — Chyba powinniśmy porozmawiać o Karolinie.

Nazywała się Monika. Jej mąż, Paweł, od ponad dwóch lat spotykał się z moją kochanką. Kobieta znalazła wiadomości w jego telefonie. Przesłała mi zrzuty ekranu.

Czytałem je z drżącymi rękami.

Karolina pisała do Pawła dokładnie to samo, co wcześniej do mnie. Twierdziła, że przy nim pierwszy raz czuje się kochana. Przekonywała, że jego żona go nie rozumie. Jemu również kazała wybrać między nią a rodziną.

Na kolejnych zdjęciach zobaczyłem rozmowy z jeszcze jednym mężczyzną. Był właścicielem restauracji, do której Karolina często chodziła „z koleżankami”.

Pojechałem do niej natychmiast.

— Ilu nas było? — zapytałem.

Nie próbowała zaprzeczać.

— Nie obiecywałam ci, że będziesz jedyny.

— Kazałaś mi zostawić żonę!

— Dałam ci wybór. To ty zdecydowałeś. Nie zrzucaj teraz na mnie odpowiedzialności za własny rozwód.

Chciałem powiedzieć, że zniszczyła mi życie, ale zabrakło mi słów. Miała rację w jednej rzeczy. To ja wróciłem tamtego wieczoru do domu i powiedziałem Agnieszce, że wolę inną kobietę.

Karolina zamknęła przede mną drzwi.

Kilka dni później pojechałem do byłej żony. Przepraszałem, tłumaczyłem, że zostałem oszukany i prosiłem o drugą szansę.

Agnieszka wysłuchała mnie spokojnie.

— To, że ona zdradzała ciebie, nie zmienia tego, że ty zdradzałeś mnie — odpowiedziała. — Nie wracasz dlatego, że zrozumiałeś, ile dla ciebie znaczyłam. Wracasz, bo tamta kobieta cię nie wybrała.

Nie wpuściła mnie do domu.

Minął rok. Karolina związała się z kolejnym żonatym mężczyzną. Agnieszka nauczyła się żyć beze mnie, a dzieci odzywają się rzadko. Sam spędzam wieczory w mieszkaniu, które wynająłem na początek naszego rzekomo wspólnego życia.

Kochanka kazała mi wybrać między nią a rodziną. Wybrałem ją.

Dopiero po rozwodzie zrozumiałem, że dla niej nigdy nie byłem wyborem. Byłem tylko jednym z kilku mężczyzn, którym obiecywała przyszłość, aby sprawdzić, ile są gotowi dla niej stracić.