Gdy 31 stycznia 2026 roku skończyła 92 lata, wiele osób wróciło do jej artystycznych sukcesów. Sama Rawik coraz częściej wraca jednak do innego rozdziału — do momentu, w którym scena zamilkła, a ona sama znalazła się na granicy życia.
Depresja, o której nie mówiło się głośno
W czasach jej największej popularności rozmowy o zdrowiu psychicznym niemal nie istniały w przestrzeni publicznej. Rawik po latach przyznawała, że długo zmagała się z depresją, poczuciem osamotnienia i narastającym napięciem. To nie był nagły kryzys, lecz proces, który powoli odbierał jej energię i zdolność do normalnego funkcjonowania. W końcu doprowadził do dramatycznej próby odebrania sobie życia.
Moment, w którym „zniknęła”
Artystka trafiła do szpitala w stanie krytycznym. W tamtym czasie pojawiła się nawet informacja o jej śmierci — na tyle wiarygodna, że w jednej z gazet ukazał się nekrolog z jej nazwiskiem. Rawik wspominała później, że to doświadczenie, już po wybudzeniu, miało w sobie coś niemal surrealistycznego: świadomość, że świat zdążył ją pożegnać, zanim ona sama do niego wróciła.
Śmierć kliniczna bez mitów
W swoich późniejszych wypowiedziach Rawik mówiła wprost, że doświadczyła śmierci klinicznej. Jednocześnie wyraźnie zaznaczała, że jej przeżycie nie przypominało popularnych opowieści o jasnym tunelu czy metafizycznym świetle. W jej relacji nie było symboli ani mistycznych obrazów. Było raczej poczucie przerwania, zawieszenia i pustki — stanu, który trudno opisać, ale który zostawia trwały ślad w pamięci.
Powrót, który nie jest cudem
Gdy lekarzom udało się ją uratować, nie nastąpiło natychmiastowe „odrodzenie”. Rawik podkreślała, że powrót do życia po śmierci klinicznej to proces długotrwały i wymagający. Ciało wraca do funkcjonowania szybciej niż psychika. Świadomość, że było się tak blisko ostatecznego końca, zmienia sposób myślenia o czasie, relacjach i własnych granicach.
Co zostaje po drugiej stronie
Po tamtym doświadczeniu artystka zaczęła inaczej układać swoje życie. Zamiast nieustannego napięcia i presji sukcesu pojawiła się potrzeba stabilizacji oraz spokoju. Nie zerwała kontaktu z kulturą, ale przestała traktować ją jako pole walki. Śmierć kliniczna nie stała się dla niej tematem do epatowania — raczej cichym punktem odniesienia, który wpływał na codzienne wybory.
Dojrzałość, która przyszła późno
Rawik przez wiele lat nie wracała publicznie do tamtych wydarzeń. Gotowość do mówienia pojawiła się dopiero z czasem, gdy emocje opadły, a dystans pozwolił uporządkować wspomnienia. Jej relacje nie mają w sobie patosu. Są oszczędne, konkretne i przez to wyjątkowo mocne — bo pokazują doświadczenie graniczne bez upiększeń.
Życie po życiu
Dziś, mimo zaawansowanego wieku, Joanna Rawik pozostaje aktywna zawodowo. Prowadzi audycję radiową i uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych. Jej historia przypomina, że śmierć kliniczna nie jest „opowieścią z zaświatów”, lecz brutalnym zetknięciem z kruchością istnienia. A powrót z tej granicy nie polega na cudzie, lecz na codziennej, mozolnej decyzji, by żyć dalej — już z inną świadomością.