Rząd przekonuje, że chodzi o wsparcie osób pracujących w kulturze, które mają niskie i nieregularne dochody. Sławomir Mentzen widzi w tym jednak niesprawiedliwość wobec tych, którzy regularnie opłacają składki. Jego wpis w mediach społecznościowych wywołał lawinę komentarzy.
Rząd chce dopłacać do składek artystów
Przyjęty przez Radę Ministrów projekt zakłada stworzenie systemu zabezpieczenia społecznego dla osób wykonujących zawód artystyczny. Według Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ma to być pierwsze takie rozwiązanie w polskim prawie, przygotowane z myślą o twórcach, którzy zawodowo pracują w kulturze, ale często funkcjonują poza stabilnym systemem ubezpieczeń.
W praktyce chodzi o dopłaty do składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Pieniądze nie mają trafiać bezpośrednio do artystów, lecz na konta w ZUS. Mechanizm ma uzupełniać składki do poziomu wynikającego z minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Kto mógłby skorzystać z nowych zasad?
Wsparcie nie ma być dostępne dla każdego, kto nazwie się artystą. Dopłaty mają przysługiwać osobom ze statusem artysty zawodowego, udokumentowanym dorobkiem oraz odpowiednio niskimi dochodami. Według opisu projektu średni dochód z trzech poprzednich lat podatkowych nie będzie mógł przekraczać 125 proc. minimalnego wynagrodzenia w roku przyznania prawa do dopłaty.
Rząd argumentuje, że chodzi przede wszystkim o tych twórców, którzy pracują projektowo, sezonowo albo na umowach niedających pełnej ochrony. W efekcie wielu z nich ma problem nie tylko z odkładaniem na emeryturę, ale też z dostępem do opieki zdrowotnej, świadczeń chorobowych czy macierzyńskich.
Mentzen reaguje ostro. Padły mocne słowa
Sławomir Mentzen skrytykował projekt w wyjątkowo ostrym tonie. Lider Konfederacji napisał, że nie zgadza się, aby osoby zarabiające najniższą krajową finansowały emerytury artystów, których określił jako „nierobów”. W swoim wpisie używał także sformułowań o „darmozjadach” i „beztalenciach”.
Najmocniej wybrzmiało zdanie:
„Nie zgadzam się z tym, żeby ludzie zarabiający najniższą krajową płacili za emerytury nierobów!”
To właśnie ten fragment stał się punktem zapalnym całej dyskusji. Zwolennicy Mentzena uznali, że polityk nazwał po imieniu problem kolejnych dopłat z budżetu. Krytycy odpowiadają, że jego słowa uderzają w całe środowisko twórcze, także w osoby, które pracują zawodowo, ale zarabiają niewiele.
Minister odpowiada: artyści też pracują
Do sprawy odniosła się Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej podkreślała w Polsat News, że artyści wykonują pracę twórczą i wnoszą wkład we wspólne dobro. Zwracała też uwagę, że państwo już dopłaca do składek innych grup zawodowych.
Dziemianowicz-Bąk wskazywała między innymi na wakacje składkowe dla przedsiębiorców oraz Mały ZUS Plus. Według niej, skoro publiczne wsparcie trafia do biznesu, nie powinno się z góry odmawiać go artystom o niskich dochodach i niestabilnym zatrudnieniu.
Rząd mówi o „godności pracy w kulturze”
Projektu broni także rząd. Rzecznik Adam Szłapka przekonywał, że nowe przepisy mają dać artystom o najniższych dochodach dostęp do ochrony zdrowia i świadczeń emerytalnych. Jak podkreślał, chodzi o osoby zawodowo zajmujące się działalnością artystyczną i posiadające udokumentowany dorobek.
Według informacji podanych przez Money.pl koszt funkcjonowania systemu w pierwszym pełnym roku, czyli w 2027 roku, oszacowano na 374,86 mln zł. Finansowanie dopłat ma pochodzić z budżetu państwa.
Spór o artystów jest tak naprawdę sporem o państwo
Dyskusja wokół emerytur artystów szybko przestała być wyłącznie rozmową o kulturze. W tle pojawiło się szersze pytanie: komu państwo powinno pomagać w opłacaniu składek i gdzie przebiega granica między wsparciem a przywilejem.
Przeciwnicy projektu obawiają się tworzenia kolejnej grupy objętej szczególnymi zasadami. Zwolennicy odpowiadają, że bez takiego mechanizmu część twórców przez lata będzie pracować bez realnego zabezpieczenia zdrowotnego i emerytalnego.
Polityczna awantura może dopiero nabrać tempa
Choć projekt został przyjęty przez rząd, przed nim dalsza droga legislacyjna. Wypowiedź Mentzena sprawiła jednak, że temat wyszedł poza środowisko kultury i trafił do szerokiej debaty publicznej.
Dla jednych nowe przepisy są próbą naprawienia wieloletniego problemu artystów pracujących bez stabilnych umów. Dla innych to kolejny koszt dla budżetu i podatników. Pewne jest jedno: sprawa emerytur artystów stała się politycznie zapalna, a dyskusja o tym, kto powinien płacić za składki twórców, szybko się nie skończy.