Przez piętnaście lat pracowałam na dwa etaty, odmawiając sobie wszystkiego – nowej kurtki, wakacji, a czasem nawet lepszego jedzenia. Każda odłożona złotówka miała jeden cel: zapewnić mojemu synowi, Arturowi, start, jakiego ja nigdy nie miałam. Kiedy w końcu wręczyłam mu klucze do kawalerki w centrum, płakałam ze szczęścia. Myślałam, że buduję mu fundament pod bezpieczne życie.
Artur wprowadził się tam ze swoją żoną, Mileną. Początkowo dziękowali, zapraszali na obiady. Ale z czasem wizyty stawały się rzadsze, a ich telefony ograniczały się do narzekania na koszty życia.
Wczoraj wpadłam do nich bez zapowiedzi – chciałam podrzucić domowe pierogi, które Artur tak lubi. Drzwi nie były domknięte na klucz. Już w przedpokoju zatrzymał mnie krzyk Mileny. To nie była kłótnia, to była zimna, furiacka tyrada.
– Artur, przestań być sentymentalny! – wrzeszczała, a dźwięk tłuczonego szkła odbił się echem od ścian, na które sama kładłam gładź. – To mieszkanie to nasza jedyna szansa. Sprzedamy je teraz, póki ceny są wysokie. Kupimy ten dom pod miastem, o którym marzę, i weźmiemy leasing na porządne auto. Nie będę gnić w tej klitce tylko dlatego, że twoja matka sobie coś ubzdurała o „rodzinnym gnieździe”!
– Ale Milena... mama tyle na to pracowała. Obiecałem jej, że to zostanie dla naszych dzieci – głos mojego syna był cichy, łamiący się, pozbawiony męskiej siły.
– Twoja matka już swoje przeżyła! – ucięła Milena. – Dała ci to, więc teraz to jest nasze. Niech się cieszy, że ma gdzie mieszkać u siebie. Jak będziemy potrzebować gotówki na wykończenie domu, to i tak nikt jej nie zapyta o zdanie. Sprzedajemy to jak najszybciej, rozumiesz? Albo znajdziesz sobie inną żonę!
Stałam w tym przedpokoju z torbą pełną pierogów, czując, jak nogi mi się uginają. Patrzyłam na ściany, które kupiłam za cenę moich nieprzespanych nocy i zniszczonych zdrowiem rąk. Moja synowa nie widziała w tym mieszkaniu mojej miłości. Widziała tylko cyfry na koncie i bilet do luksusowego życia, na które sama nie zapracowała.
Najbardziej jednak bolało milczenie Artura. Czekałam, aż krzyknie, że to prezent od matki, że to świętość. Ale on milczał. Jego cisza była jak przyzwolenie na to, by Milena spieniężyła moje poświęcenie.
Wycofałam się po cichu, zostawiając jedzenie na wycieraczce. Nie mogłam wejść do środka. Czułam, że jeśli spojrzę mu w oczy, zobaczę tam tylko obcego człowieka, który pozwolił swojej żonie przehandlować matczyne serce za ratę leasingową.
Wróciłam do swojego małego pokoju i usiadłam w ciemności. Zrozumiałam, że dając synowi wszystko, co miałam, pozbawiłam go charakteru. Ułatwiłam mu życie tak bardzo, że teraz pozwala nim sterować kobiecie, dla której liczy się tylko „tu i teraz”.
To mieszkanie wciąż należy do niego w świetle prawa, ale dla mnie przestało istnieć. Zrozumiałam, że najcięższa praca nie polega na zarabianiu pieniędzy, ale na uczeniu dzieci szacunku do trudu innych. Tę lekcję przegrałam sromotnie.