To także historia o czasie, odległości i decyzjach, które w sytuacji zagrożenia życia powinny zapadać szybciej. Dwunastoletnia dziewczynka z Limanowej trafiła do szpitala po zatruciu tlenkiem węgla. Jej stan był krytyczny, a leczenie wymagało użycia komory hiperbarycznej. Mimo to przez kilka dni nie udało się zapewnić jej miejsca w placówce, która mogłaby przejąć pełną opiekę nad dzieckiem.
Chwila, która zmieniła wszystko
Do dramatu doszło podczas zwykłej kąpieli. Nieszczelny piecyk gazowy w łazience doprowadził do nagromadzenia czadu — bezwonnego i niezwykle niebezpiecznego gazu. Gdy ratownicy dotarli na miejsce, dziewczynka była w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Wyniki badań nie pozostawiały złudzeń: bardzo wysoki poziom karboksyhemoglobiny oznaczał ciężkie zatrucie.
Personel szpitala w Limanowej natychmiast rozpoczął działania ratujące życie, wiedząc, że kluczowa będzie terapia hiperbaryczna.
Leczenie na raty i w drodze
Jedyna realna możliwość zastosowania specjalistycznego leczenia znajdowała się w Krakowie. Problem polegał na tym, że szpital dysponujący komorą hiperbaryczną nie ma oddziału pediatrycznego. Dziewczynka nie mogła tam zostać na stałe.
Przez kolejne dni była więc przewożona karetką na kilkugodzinne sesje terapeutyczne, a następnie wracała na oddział pediatrii w Limanowej. Każdy transport oznaczał dziesiątki kilometrów w jedną stronę, zimowe warunki drogowe i dodatkowe obciążenie dla organizmu dziecka.
Zamknięte drzwi tam, gdzie powinno być miejsce
Dyrekcja szpitala w Limanowej próbowała znaleźć rozwiązanie systemowe. Wysyłano prośby o przyjęcie dziewczynki do placówek o wyższej referencyjności, w tym do dużego szpitala dziecięcego w Krakowie, gdzie dostęp do diagnostyki i specjalistów jest szerszy, a dojazd do komory znacznie krótszy.
Odpowiedź za każdym razem była taka sama: brak wolnych miejsc. W praktyce oznaczało to, że leczenie ratujące życie musiało odbywać się „wahadłowo”, zamiast w jednym, wyspecjalizowanym ośrodku.
NFZ sprawdza, co poszło nie tak
Sprawa nie przeszła bez echa. Po nagłośnieniu sytuacji małopolski oddział Narodowy Fundusz Zdrowia wszczął postępowanie wyjaśniające. Szpital w Krakowie został wezwany do złożenia wyjaśnień dotyczących odmowy przyjęcia dziecka w stanie zagrożenia życia.
Fundusz zapowiedział, że po analizie dokumentów odniesie się do sprawy szerzej. Dla wielu obserwatorów to test, czy system potrafi wyciągać wnioski z sytuacji granicznych.
Dziecko przeżyło, pytania zostały
12-latka po kilku dniach intensywnego leczenia została wypisana do domu. Lekarze podkreślają, że szybka reakcja ratowników i konsekwencja zespołu medycznego uratowały jej życie.
Jednocześnie ta historia pozostawia niepokój. Pokazuje, że w krytycznych momentach o zdrowiu dziecka decyduje nie tylko medycyna, ale też dostępność łóżek, struktura oddziałów i odległość między placówkami. To pytania, które — jak wskazują eksperci — nie powinny pozostać bez odpowiedzi, zanim wydarzy się kolejny dramat.