Tym razem powraca za sprawą poruszającego wyznania siostry aktora, Dorota Kamińska, która w książce Emilian Kamiński. Reżyser marzeń odsłoniła kulisy ostatnich tygodni życia artysty. To opowieść nie tylko o chorobie, lecz także o granicach wrażliwości, empatii i nadziei.

Chwila, która zmieniła wszystko

Wspomnienie z jednego z ostatnich pobytów w szpitalu wraca z niezwykłą intensywnością. Dorota Kamińska opisuje moment, w którym sposób przekazania informacji medycznej okazał się dla chorego druzgocący. Nie chodziło o samą diagnozę, lecz o formę – pozbawioną delikatności i zrozumienia dla emocji pacjenta.

„Nigdy nie zapomnę ostatniego pobytu w szpitalu, kiedy lekarka bez żadnego wyczucia powiedziała mu, że jego płuca już wysiadły. Widziałam, jak bardzo go to zabolało. Ta kobieta odebrała mu wtedy nadzieję. A on tak bardzo chciał żyć”.

To zdanie stało się symbolem szerszej refleksji nad tym, jak ogromną moc mają słowa w sytuacjach granicznych.

Teatr silniejszy niż choroba

Emilian Kamiński do końca pozostał wierny swojej pasji. Teatr był dla niego przestrzenią wolności i sensu, nawet wtedy, gdy organizm odmawiał posłuszeństwa. Siostra aktora wspomina, że mimo duszności i osłabienia, nie potrafił zrezygnować z prób.

„Zbierała mu się woda w płucach, a on mimo wszystko przyjeżdżał na próby. Przed próbą obiecywał, że będzie się oszczędzał, a po pięciu minutach już skakał po scenie”.

Ta determinacja była dla bliskich jednocześnie powodem dumy i nieustannego strachu.

Ciężar niewypowiedzianych obaw

Przez długi czas aktor starał się chronić rodzinę, nie ujawniając w pełni swojego stanu zdrowia. Gdy w końcu zdecydował się na szczerość, Dorota Kamińska przyznaje, że lęk stał się codziennością.

„Zaczęłam się o niego potwornie bać”.

Ostatnie półtora miesiąca życia brata określa jako czas skrajnego cierpienia – zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego.

„Ostatnie półtora miesiąca było już nieustannym, potwornym cierpieniem, zarówno jego, jak i moim, gdy patrzyłam na to, co się z nim dzieje”.

Obecność, która nie znika

Choć minęły trzy lata, Dorota Kamińska nie mówi o bracie w czasie przeszłym. W jej życiu wciąż jest kimś bliskim, kimś, do kogo wraca myślami i rozmową.

„Nie da się zwerbalizować tego, jaki był Emilian, choćbyśmy użyli wielkich słów. Miluś to nie był zwykły brat, i choć fizycznie go nie ma, to i tak będzie ze mną zawsze. [...] Czasem z nim rozmawiam, bo czuję, a może chcę czuć, że jest blisko mnie”.

Te słowa pokazują, że więzi rodzinne potrafią przetrwać nawet najdotkliwszą stratę.

Lekcja na przyszłość

Historia Emiliana Kamińskiego staje się dziś czymś więcej niż osobistym wspomnieniem. To także przypomnienie, jak ważna w medycynie jest empatia i uważność na drugiego człowieka. Trzecia rocznica jego śmierci skłania do refleksji nad tym, że nadzieja – nawet w najtrudniejszych chwilach – bywa równie istotna jak leczenie.