— Mamo, znowu dostałam weekendową zmianę — mówiła. — W piekarni brakuje ludzi. Wrócę po dzieci w niedzielę wieczorem.
Współczułam jej. Po rozwodzie została sama z dziesięcioletnią Mają i siedmioletnim Olkiem. Przynajmniej tak to przedstawiała. Ich ojciec mieszkał w innym mieście i widywał dzieci rzadko.
Przez ponad pół roku nie miałam wolnego weekendu. Zrezygnowałam z zajęć rehabilitacyjnych, choć coraz bardziej bolał mnie kręgosłup. Nie odwiedzałam siostry, przestałam chodzić na spotkania klubu seniora. W piątki kupowałam dodatkowe jedzenie, prałam dziecięce ubrania i sprawdzałam lekcje.
Karolina nie dawała mi pieniędzy.
— Przecież to twoje wnuki — odpowiadała. — Inna babcia cieszyłaby się, że może spędzać z nimi tyle czasu.
Cieszyłam się. Tylko że w niedzielę wieczorem byłam tak zmęczona, że zasypiałam w ubraniu.
Pewnego dnia córka zadzwoniła zdenerwowana. Powiedziała, że zostawiła w moim mieszkaniu kopertę z dokumentami potrzebnymi w pracy. Poprosiła, żebym zaniosła ją do piekarni.
Na miejscu zapytałam o panią Karolinę Majewską. Kierowniczka, która znała mnie z widzenia, nagle spoważniała.
— Jest pani jej mamą?
— Tak. Córka ma dzisiaj zmianę, ale zapomniała dokumentów.
Kobieta przez chwilę milczała.
— Pani córka nie ma u nas żadnej zmiany. Od pół roku jest bezrobotna. Zwolniliśmy ją, ponieważ przestała przychodzić do pracy.
Byłam przekonana, że źle usłyszałam.
— Ale ona w każdy weekend zostawia mi dzieci. Mówi, że pracuje tutaj od rana do wieczora.
Kierowniczka pokręciła głową.
Wróciłam do domu oszołomiona. Nie powiedziałam Karolinie, czego się dowiedziałam. Następnego piątku przyjęłam wnuki jak zwykle.
Wieczorem Maja chciała pokazać mi zdjęcie koleżanki. Przesuwając fotografie, przypadkowo otworzyła profil swojej mamy. Zobaczyłam Karolinę w parku rozrywki. Obok niej stała elegancko ubrana kobieta i dwoje małych dzieci.
— Kim oni są? — zapytałam.
Maja spuściła głowę.
— Mama się nimi opiekuje. Ale kazała nam mówić, że pracuje w piekarni.
Na kolejnych zdjęciach córka była z obcymi dziećmi w kinie, restauracji, zoo i na basenie. Pod jednym widniał podpis napisany przez ich matkę: „Nasza niezastąpiona weekendowa niania”.
Karolina zostawiała własne dzieci u mnie, żeby za pieniądze zajmować się cudzymi.
W niedzielę czekałam na nią przy stole. Położyłam przed nią wydruk zdjęcia oraz kopertę, której nie zaniosłam do piekarni.
— Jak minęła zmiana? — zapytałam.
Zbladła. Najpierw próbowała zaprzeczać, ale w końcu przyznała, że jako prywatna opiekunka zarabia więcej niż wcześniej. Rodzinie, która ją zatrudniła, powiedziała jednak, że nie ma własnych dzieci, ponieważ potrzebowali kogoś całkowicie dyspozycyjnego.
— Muszę z czegoś żyć — krzyknęła. — Chciałam odłożyć pieniądze na kurs kosmetyczny!
— A ja z czego mam żyć? Z własnej emerytury utrzymuję twoje dzieci, podczas gdy ty zarabiasz na opiece nad innymi.
— Jesteś ich babcią. Tobie się za to nie płaci.
Wtedy z pokoju wyszła Maja.
— Mamo, dlaczego z tamtymi dziećmi chodzisz do kina, a nam mówisz, że nie masz czasu?
Karolina odwróciła wzrok. Po raz pierwszy nie znalazła żadnego usprawiedliwienia.
Od następnego weekendu dzieci zostały z nią. Musiała powiedzieć pracodawcom prawdę i ustalić inne godziny. Oskarżyła mnie, że pozbawiłam ją szansy na lepsze życie.
Nie odpowiedziałam. Zapisałam się ponownie na rehabilitację.
Przez pół roku wierzyłam, że córka pracuje dla przyszłości swoich dzieci. Prawda była znacznie bardziej bolesna.
Ona opiekowała się cudzą rodziną za pieniądze, a swoją zostawiała matce za darmo.