Była to jedyna godzina, którą miałam wyłącznie dla siebie.
Zanim włączyłam telewizor, robiłam zakupy, gotowałam obiad i sprzątałam. Przez trzydzieści siedem lat małżeństwa przyzwyczaiłam Stanisława, że czyste koszule same pojawiają się w szafie, a ciepły posiłek czeka na stole.
Mąż coraz częściej narzekał na mój serial.
— Znowu oglądasz te bzdury? — pytał, choć sam potrafił spędzić cały wieczór z telefonem w ręce.
Początkowo sądziłam, że się droczy. Później zaczął wyłączać telewizor w połowie odcinka albo stawać przed ekranem i domagać się herbaty.
— Możesz zrobić sobie sam — powiedziałam któregoś dnia.
Spojrzał na mnie, jakbym go obraziła.
— Odkąd przeszłaś na emeryturę, zrobiłaś się strasznie leniwa.
Zabolało mnie to. Opiekowałam się jego chorą matką, wychowałam dwoje dzieci i przez ponad trzydzieści lat pracowałam w szkolnej kuchni. Nawet na emeryturze prowadziłam cały dom.
Pewnego wieczoru Stanisław stanął przed telewizorem z pilotem w dłoni.
— Albo przestajesz oglądać te seriale, albo się wyprowadzam.
Roześmiałam się. Byłam pewna, że za chwilę również się uśmiechnie.
— Naprawdę chcesz zakończyć prawie czterdzieści lat małżeństwa przez telewizor?
— Chcę mieć żonę, dla której mąż jest ważniejszy niż jacyś aktorzy.
— Oglądam godzinę dziennie.
— Powiedziałem, co zrobię.
Odebrałam mu pilot i włączyłam telewizor.
— W takim razie zrób, jak uważasz.
Następnego ranka jego połowa szafy była pusta. Zniknęła walizka, kosmetyki i teczka z dokumentami. Na stole leżała kartka: „Sama wybrałaś”.
Dzwoniłam do niego kilkanaście razy. Nie odbierał. Wieczorem zadzwoniła córka.
— Mamo, naprawdę pozwoliłaś ojcu odejść przez serial? — zapytała z niedowierzaniem.
Okazało się, że Stanisław opowiedział dzieciom własną wersję. Twierdził, że od miesięcy go ignorowałam, nie gotowałam i nie chciałam z nim rozmawiać.
Syn również stanął po jego stronie.
— Mogłaś wyłączyć ten telewizor — powiedział. — Małżeństwo powinno być ważniejsze.
Przez kilka dni obwiniałam siebie. Nie włączałam serialu. Fotel stał pusty, a ja chodziłam po mieszkaniu, zastanawiając się, czy rzeczywiście byłam złą żoną.
Prawda wyszła na jaw, gdy postanowiłam uporządkować dokumenty. Za komodą znalazłam kopertę, która musiała wypaść Stanisławowi podczas pakowania.
W środku była umowa najmu kawalerki podpisana sześć tygodni wcześniej. Jako drugą osobę uprawnioną do zamieszkania wpisano Jolantę Borkowską.
Znałam to nazwisko. Jolanta pracowała kiedyś z mężem. Od kilku miesięcy Stanisław twierdził, że pomaga jej przy remoncie mieszkania.
Pojechałam pod adres widniejący na umowie. Nie zamierzałam urządzać awantury. Chciałam tylko spojrzeć mężowi w oczy.
Drzwi otworzyła Jolanta w jego szlafroku. Za nią zobaczyłam nasze dwa kubki, które dostaliśmy od dzieci na rocznicę ślubu.
Po chwili w korytarzu pojawił się Stanisław.
— Co ty tutaj robisz?
Podałam mu umowę.
— Sprawdzam, dokąd wyprowadziłeś się przez mój serial.
Jolanta spojrzała na niego zaskoczona.
— Powiedziałeś, że od dawna nie jesteście razem.
Nie odpowiedział.
Wtedy wszystko zrozumiałam. Ultimatum było tylko przedstawieniem. Bez względu na to, co bym zrobiła, Stanisław i tak zamierzał odejść. Potrzebował jedynie pretekstu, żeby przed dziećmi wystąpić w roli skrzywdzonego męża.
— Chciałeś, żebym wyłączyła telewizor? — zapytałam. — Gdybym to zrobiła, znalazłbyś inny powód?
— Między nami od dawna się nie układało.
— Mnie o tym nie powiedziałeś. Zdążyłeś za to wynająć mieszkanie z inną kobietą.
Wróciłam do domu i wysłałam dzieciom zdjęcie umowy. Córka przyjechała jeszcze tego samego wieczoru. Przepraszała, że uwierzyła ojcu. Syn potrzebował więcej czasu, ale w końcu również zrozumiał, jak został wykorzystany.
Stanisław nie odezwał się przez dwa miesiące. Później zadzwonił i poprosił o spotkanie. Związek z Jolantą szybko się rozpadł. Okazało się, że wspólne życie nie przypominało ukradkowych spotkań przy kawie.
— Popełniłem błąd — powiedział. — Moglibyśmy spróbować jeszcze raz.
— A co z moim serialem?
Uśmiechnął się niepewnie.
— Możesz oglądać, co chcesz.
— Zawsze mogłam. Tylko ty próbowałeś wmówić mi, że potrzebuję twojego pozwolenia.
Nie wpuściłam go do mieszkania.
Dziś nadal o siedemnastej siadam w swoim fotelu. Czasami oglądam serial, czasami czytam albo wychodzę na spacer. Nie robię tego na złość Stanisławowi. Robię to, ponieważ po raz pierwszy od wielu lat sama decyduję, jak spędzę własny czas.
Mąż twierdził, że wyprowadził się przez telewizor. Prawda była jednak znacznie prostsza.
Nie straciłam małżeństwa przez serial. Straciłam złudzenie, że człowiek siedzący obok mnie był ze mną szczery.