Tak jest z nową ustawą o zdrowiu zwierząt, która po przejściu przez parlament i podpisie prezydenta Karola Nawrockiego zacznie obowiązywać 18 marca 2026 roku. Dla tysięcy gospodarstw oznacza to wyraźny zwrot w relacjach z weterynarią, administracją i systemem kar — znacznie dotkliwszym niż dotąd.
Odpowiedzialność liczona w dziesiątkach tysięcy
Nowe przepisy wprowadzają mechanizm sankcji, który wprost wiąże maksymalną karę z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. W praktyce oznacza to, że za niewykonanie decyzji powiatowego lekarza weterynarii rolnik może zapłacić nawet 65 tys. zł. To poziom, który dla wielu gospodarstw, zwłaszcza rodzinnych, stanowi realne zagrożenie dla płynności finansowej.
Ustawodawca uznał, że zdrowie zwierząt wymaga twardych narzędzi. Problem w tym, że katalog obowiązków obejmuje również czynności rutynowe: od zasad bioasekuracji, przez ograniczenia w przemieszczaniu zwierząt, po szybkie reagowanie na padnięcia. Każde potknięcie może teraz zostać rozliczone finansowo.
Kontrola jako punkt zerowy
Rolnicy i hodowcy wskazują, że największą zmianą jest nie sama treść przepisów, lecz sposób ich egzekwowania. To, co wcześniej często kończyło się pouczeniem, dziś może skutkować decyzją administracyjną i wysoką karą. Wystarczy brak aktualnego wpisu w dokumentacji, nieprawidłowe zabezpieczenie paszy czy opóźnienie w zgłoszeniu podejrzenia choroby zakaźnej.
W środowisku rolniczym coraz częściej pojawia się obawa, że pierwszym realnym kontaktem z nowym prawem będzie… kontrola. Bez kampanii informacyjnej i jasnych wytycznych wielu gospodarzy może dowiedzieć się o nowych zasadach w najmniej sprzyjającym momencie.
Prawo przyjęte bez debaty, a wiedza na wsi — fragmentaryczna
Jak informuje Sejm, ustawa porządkuje zadania instytucji odpowiedzialnych za zdrowie zwierząt, w tym Inspekcji Weterynaryjnej, oraz reguluje działania wobec chorób niewynikających wprost z przepisów UE. Formalnie to krok w stronę większej spójności systemu.
W praktyce lekarze weterynarii i doradcy rolni mówią wprost: świadomość zmian jest niska. Nawet wśród właścicieli dużych gospodarstw nowa skala kar bywa zaskoczeniem. Brak publicznej debaty sprawił, że temat nie przebił się do głównego nurtu — aż do teraz.
Presja rośnie, nastroje twardnieją
W mediach społecznościowych rolnicy coraz częściej opisują poczucie narastającej presji administracyjnej. Padają pytania o proporcjonalność kar i o to, czy system uwzględnia realia pracy na wsi. Wielu hodowców obawia się, że drobne uchybienia, wcześniej traktowane elastycznie, dziś mogą oznaczać dotkliwe konsekwencje.
Niepokój potęguje fakt, że nowe prawo wchodzi w życie szybko, a okresu dostosowawczego praktycznie nie przewidziano. To sprawia, że marzec 2026 roku staje się datą graniczną.
Równoległa zmiana: kto naprawdę jest „aktywnym rolnikiem”
Równocześnie resort rolnictwa zmienia definicję tzw. aktywnego rolnika. Od 2026 roku, aby zachować prawo do dopłat bezpośrednich, trzeba będzie wykazać faktyczne prowadzenie działalności: ponoszenie kosztów lub osiąganie przychodów z produkcji rolnej, potwierdzone dokumentami księgowymi.
Aby złagodzić skutki reformy, wprowadzono okres przejściowy. W 2025 roku status aktywnego rolnika zostanie automatycznie zachowany przez osoby, które otrzymały dopłaty w tym roku. To rozwiązanie ma chronić najmniejsze gospodarstwa przed nagłym wypadnięciem z systemu wsparcia.
Marzec jako test systemu
Nowa ustawa nie jest jedynie techniczną korektą przepisów — to zmiana filozofii. Odpowiedzialność została wyraźnie przesunięta na rolników, a stawka finansowa znacząco wzrosła. Bez skutecznego informowania i dialogu z praktykami pierwsze miesiące obowiązywania prawa mogą stać się testem nie tylko dla gospodarstw, lecz także dla całego systemu nadzoru weterynaryjnego.
Jedno jest pewne: od 18 marca 2026 roku wieś będzie funkcjonować według nowych reguł — ostrzejszych i znacznie bardziej kosztownych.