Policja i eksperci ds. bezpieczeństwa ostrzegają: to jeden z najstarszych, ale wciąż skutecznych trików ulicznych oszustów. Metoda wraca falami i zbiera żniwo zwłaszcza wśród osób działających odruchowo i w dobrej wierze.
Przynęta, która uruchamia emocje
Schemat zawsze opiera się na impulsie. Widok pieniędzy na chodniku wywołuje zaskoczenie, ciekawość, czasem poczucie odpowiedzialności. Oszuści doskonale to wykorzystują. Wystarczy krótka uwaga rzucona mimochodem: „Proszę pana, chyba komuś wypadło”. To moment, w którym ofiara zostaje wciągnięta w grę, nawet jeśli nie ma takiego zamiaru.
Kontrolowany chaos zamiast przemocy
W przeciwieństwie do klasycznych kradzieży, w tej metodzie nie ma agresji ani gróźb. Jest za to chaos informacyjny. Kilka osób mówi naraz, padają sprzeczne wersje wydarzeń, ktoś się spieszy, ktoś się denerwuje. W tym zamieszaniu ofiara traci czujność i zaczyna działać automatycznie — dokładnie na to liczą przestępcy.
Kluczowy moment: pokazanie gotówki
Cały mechanizm prowadzi do jednego punktu: ujawnienia pieniędzy, które ofiara ma przy sobie. Oszuści potrafią stworzyć pozory uczciwości, sugerując „sprawdzenie”, „policzenie” albo „oddanie właścicielowi”. Wystarczy sekunda nieuwagi, by doszło do podmiany banknotów. Ofiara często orientuje się dopiero po odejściu sprawców — albo znacznie później.
Dlaczego inteligentni ludzie też dają się nabrać
To oszustwo nie bazuje na naiwności, lecz na psychologii społecznej. Presja sytuacji, obecność „świadków”, chęć zachowania się przyzwoicie i strach przed konfliktem skutecznie blokują racjonalną ocenę ryzyka. Nawet osoby świadome zagrożeń mogą ulec, jeśli sytuacja zostanie rozegrana wystarczająco szybko.
Jedyna bezpieczna reakcja
Policja podkreśla jasno: nie reaguj, nie podnoś, nie rozmawiaj. Jeśli ktoś próbuje wciągnąć cię w rozmowę wokół „znalezionych” pieniędzy, najlepiej odejść i nie kontynuować kontaktu. Każda próba wyjaśniania sytuacji działa wyłącznie na korzyść oszustów.
Fałszywe okazje kosztują najwięcej
Eksperci przypominają, że pieniądze leżące w widocznym miejscu bardzo rzadko są przypadkiem. To element scenariusza, a nie zguba. Prawdziwe bezpieczeństwo zaczyna się od dystansu — im szybciej wyjdziesz z takiej sytuacji, tym mniejsze ryzyko, że stracisz własne środki.
Zwitek banknotów na chodniku może wyglądać jak prezent od losu. W rzeczywistości to często zaproszenie do pułapki, z której najłatwiej wyjść… nie wchodząc do niej wcale.