Dla wielu duchownych to jednak także moment konfrontacji z ludzkimi dramatami, agresją i chorobą, której nie da się „zamknąć” wraz z drzwiami mieszkania. Relacje księży pokazują, że kolęda coraz częściej staje się lustrem problemów społecznych, o których na co dzień się nie mówi.
Między wiarą a strachem
Duchowny wchodzący do obcego domu nie wie, co go czeka. Jednego dnia jest serdeczne przyjęcie, drugiego – wyzwiska lub chłód. Księża przyznają, że zdarzają się sytuacje, gdy już na klatce schodowej słyszą krzyki, a sama sutanna przestaje być symbolem zaufania, a zaczyna prowokować wrogość. Napięcie, polityczne frustracje i społeczne podziały bardzo szybko przeniosły się do prywatnych mieszkań.
Kolęda przestała być neutralnym rytuałem. Coraz częściej staje się momentem, w którym na księdzu skupiają się emocje, które nie mają z nim bezpośredniego związku.
Domy, w których panuje cisza i samotność
Najtrudniejsze bywają jednak nie sytuacje agresywne, lecz te ciche. Duchowni mówią wprost: najwięcej zapadających w pamięć wizyt dotyczy osób starszych, samotnych, zmagających się z chorobami psychicznymi lub demencją. Kolęda bywa jedyną okazją, by ktoś zapukał do ich drzwi.
Jedna z takich wizyt szczególnie poruszyła kapłana. Starsza kobieta zaprosiła go do mieszkania, a rozmowę zaproponowała w sypialni. Wnętrze było nietypowe – ściany, parapety i półki wyklejone folią aluminiową. Seniorka wyjaśniła, że w okolicy – jak była przekonana – nagrywane są filmy dla dorosłych, a folia miała ją chronić przed kamerami i obserwacją.
Z każdą minutą rozmowy stawało się jasne, że nie jest to ekscentryczność, lecz objaw poważnej choroby. Lęk, który w jej świecie był całkowicie realny, wynikał z postępującej demencji i ogromnego osamotnienia. Duchowny nie mógł jej przekonać, że zagrożenie nie istnieje – mógł jedynie wysłuchać.
Bezradność, której nie widać z ambony
Takie spotkania zostają w pamięci na długo. Księża przyznają, że wychodzą z takich mieszkań z poczuciem bezsilności. Nie są lekarzami, nie są opiekunami społecznymi, a mimo to stają twarzą w twarz z problemami, które wymagają realnej pomocy.
Kolęda odsłania to, co często ukryte: choroby psychiczne, alkoholizm, przemoc, samotność. Pokazuje, jak wielu ludzi żyje w świecie lęków, których nikt wcześniej nie zauważył.
Rytuał, który stał się testem empatii
Dla części duchownych wizyta duszpasterska przestała być wyłącznie obowiązkiem religijnym. Stała się testem empatii, odporności psychicznej i umiejętności zachowania spokoju w sytuacjach granicznych. To moment, w którym trzeba więcej słuchać niż mówić.
Kolęda wciąż ma dla wielu wymiar duchowy, ale coraz częściej staje się też krótkim, przypadkowym spotkaniem z cudzym dramatem. I choć trwa kilkanaście minut, dla niektórych jest jedynym sygnałem, że ktoś jeszcze zapukał do ich świata.